Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Axis Powers Academy - Nie jestem NecoMi cz. 4

Tsume siedziała przy łóżku Kooby’ego w sali szpitalnej, która ukryta była w podziemiach szkolnej części Axis Powers Academy. Żadne magiczne zaklęcie nie było na tyle silne aby wybudzić go ze snu. Nie był podłączony do mugolskiej aparatury. Yani twierdziła, że było to zbędne i nieodpowiednie dla czarodzieja. Kooby był czarodziejem czystej krwi więc nie mógł mimo wszystko zhańbić się przez poleganiu na mugolach.

– Cholera – zaklął Pan Olo zaciskając ręce na swoich kraciastych spodniach. – Wszyscy cierpią, za to co ja zrobiłam dawno temu – podniosła głowę i spojrzała wręcz płacząc na nieprzytomnego przyjaciela.

To wszystko działo się tak szybko. Jeszcze niecały miesiąc temu wszystko było w najlepszym porządku. NecoMi była zwyczajna. Nie unosiła się. Nie wyzywała się z nauczycielami, choć tutaj nawet nie można było mówić o tym, że się kłóciła, co tak im „wygarniała” to co jej na wątrobie leży”, że już w ogóle się do niej nie odezwali ani słowem.

Gdy Tsume wtedy zemdlała na tej polanie, była tylko ciałem przy ziemi. Przeżyła coś w rodzaju wyjścia z ciała i podróży astralnej, której nie uczyli w Gniewie. Widziała to jak przez mgłę, ale jednak:

Działo się to za czasów, gdy Pan Olo uczęszczał jeszcze do szkoły magii i czarodziejstwa w Gniewnie. Niska blondynka szła teraz spokojnie przez długi korytarz wyłożony kamienną posadzką. W rękach trzymała mały pakunek, którym miała się opiekować przez najbliższy czas, aby nie wpadł przypadkiem w posiadanie Zwiadowców. Wspominała sobie jak Yani mówiła o tym, że coś złego niedługi się wydarzy i dobrze by było, gdyby zamknęła część wspomnień w zegarku, który należał do Geralta, bo jak było wiadome, nikt inny jak on, potrafił strzec takich drobiazgów jak oka w głowie. Jednak ku jej niezadowoleniu, zegarek ten został wykonany przez prostu francuski lud. Ale cóż ona tam mogła wiedzieć o zegarkach? Najlepsze były te szwajcarskiej produkcji.

– Nanananana~ – nuciła sobie pod nosem podskakując z nogi na nogę.

Nie martwił ją fakt, że zapomniała wziąć ze sobą różdżki. Czuła się nadzwyczaj bezpiecznie. Tym bardziej, że dzionek był ciepły i spokojny. Zwiadowcy wybyli w plener i cały zamek w chwili obecnej zajmowali czarodzieje. W pewnej chwili na drugim końcu błoni dostrzegła małe, białe zwierze będące liskiem.

– Ale kawaii – uśmiechnęła się dziewczyna i nie zważając na nic, skierowała się ku wyjściu na błonia, w celu złapania ów białego zwierzątka aby zapewne pobawić się z nim w sposób sadystyczno – milusiński.

Jednak nie było jej dane zbliżyć się do zwierzątka, bo przed nią, niczym jak słup tranzytowy wyrosła czarna zjawa o złotych oczach, przypominająca wielkiego kota. Na szyi wisiała jej zielono – czerwona obroża ze skarabeuszem.

– Cholera, moja różdżka – przemknęło jej przez myśl, widząc, że postać, która zagrodziła jej drogę nie ma przychylnych zamiarów. – Alucard! – zawołała automatycznie, wiedząc, że nie ma szans.

– Nie pomoże ci – odrzekła zjawa, wydając ze swojego wnętrza straszny pomruk.

Równo z tymi słowami obok dziewczyny zjawił się wampir rodziny Hellsing. Jednak jegomość w długim, czerwonym płaszczu od razu runął na ziemię nieprzytomny. Wtedy też Pan Olo zdał sobie sprawę, że to co przed nią stoi jest naprawdę potężną istotą.

– Zejdź mi z drogi – prychnęła blondynka próbując jakoś wywinąć się z obecnej sytuacji, jednak nie było to dobrym rozwiązaniem.

Zjawa ruszyła w jej stronę dzikim pędem. Paczuszka, która zawierała patronusy Gniewnych, wypadła jej z rąk i poturlała się w bliżej nie okreslonym kierunku. Ostatnie co Tsume widziała to pysk czarnego kota i dziewczynę, może piętnastoletnią o krótkich czarnych włosach, ubraną w najzwyklejszą czerwoną bluzę. Później obudziła się w skrzydle szpitalnym nie pamiętając zbyt wiele.

Tsume przełknęła głośno ślinę i wstała z krzesła, na którym dotychczasowo siedziała przy łóżku Kotałkę. Pociągnęła głośno nosem i odetchnęła głęboko aby w następnej kolejności udać się ku drzwiom wyjściowym. Zamknęła je nie zwracając uwagi na to czy robi to głośno czy też nie. Przecież blondyn i tak by się nie obudził. Jeśli śpi przez zaklęcie, tylko zaklęcie może go obudzić. Yani i Geralt siedzieli już dobry tydzień w tajnej części szkolnej biblioteki Axis Powers Academy, gdzie znajdowały się księgi ze starożytnymi zaklęciami, których już współcześnie nie używano i nie uczono w szkołach. Sandra i Adria, dla odmiany zajęły się naszą Usagi ucząc ją podstaw magii.

– Już wiem gdzie słyszałam ten głos – szepnęła do siebie, przemierzając korytarz piwnic szkoły. Na jej twarzy gościła złość. – Tamtego dnia, kiedy zostałam zaatakowana i myślałam, że odebrano mi patronusy. To była ona. Ona i Neco – powiedziała stanowczo, lecz w ostatnie słowo nadal nie mogła uwierzyć. Ale przecież widziała… widziała tego ducha i widziała Neco. Poznała ją przez ten strach w oczach, który widziała tak często.

– Ja ci pokażę! – krzyczała Adria, która została wyprowadzona z równowagi przez brązowowłosą shinigami, która w chwili obecnej uciekała przed nią, jedną ręką zajadając czerwone jabłko, a drugą trzymając jasną różdżkę z trzonem z jeleniego rogu.

– Hahahahaha~ – śmiała się Usagi, unikając magicznych kul, które wysyłała w jej kierunku Adria.

– Hej! Ona nie chciała tego zrobić na umyślnie! – za nimi dwoma biegła Sandra wymachując desperacko rękoma.

– Jak jej zaraz pokażę! – krzyczała dziewczyna wykonując kolejne machnięcie różdżki, tym razem jasny promień trafił w Usagi, która chwilę później upadła na podłogę skonfudowana. Obie czarownice podeszły do niej i mogłoby się zdawać, widziały nad głową shinigami złote gwiazdki i jabłka, zataczające kółka.

– I co teraz zrobimy? – zapytał cicho Geralt, kiedy tego wieczora sporą grupą, w składzie: Pan Olo, Yani, Adria, Sandra, Usagi, Germania, Dziadzio Rzym i on sam, spotkali się w Pokoju Życzeń przy wielkim okrągłym stole aby obgadać wszystkie kolejne punkty działania, a sprawa była nadzwyczaj poważna.

– Cóż, na razie opieramy się na wspomnieniach Pana Olo – stwierdziła Yani, ponownie zasiadając na miejscy prowadzącej Gniewnych. – Mówiłaś o wielkim kocie i Neco, że widziałaś ich tego dnia, kiedy zostałaś zaatakowana. Co więcej, mówisz, że to oni byli agresorem.

– No tak, ale nie mogę w to uwierzyć – stwierdziła Tsume. – Neco nie jest osoba, która mogłaby wtedy znaleźć się w Gniewie. To jest nie możliwe.

– Myślę, że powinniśmy zaufać Yani – odezwał się nagle Germania poprawiając okulary, które zsuwały mu się ze szpiczastego nosa. – To ona jest specjalistką od jasnowidzenia i tych klimatów.

– To nie zmienia faktu, że Kotałke leży w skrzydle szpitalnym, o którym nawisem mówiąc, nie mieliśmy zielonego pojęcia, i nie wiadomo czy się jeszcze obudzi – stwierdziła Usagi, która co prawda była jeszcze trochę skonfudowana, ale chyba to na dobre jej wyszło, bo zaczęła gadać od rzeczy.

– Nie możemy czekać dłużej, Panie Olo – Sandra zwróciła się do blondynki, która zaczęła niespokojnie przechadzać się po pomieszczeniu. – Musimy wyjść na przeciw tym siłą, bo to na pewno nie jest ta sama dziewczyna, która poznaliśmy podczas tamtych odwiedzin.

– Twierdzisz, że powinniśmy zaatakować jako pierwsi? – zapytał Geralt wysuwając takie wnioski. – Ale jak?

– Panie Olo?

Posiadaczka Jedynego Pierścienia zatrzymała się na moment aby w następnej chwili odwrócić się gwałtownie w stronę przyjaciół z mina godną samego Aragorna, kiedy stał z armią przed wrotami do Mordoru. Wyprostowała się na baczność z rękoma splecionymi z tyłu. Nabrała powietrza w płuca i rzekła poważnie i chłodno, że aż włosy stawały dęba:

– Za dwa dni jest zaćmienie słońca. Jeśli to coś, co siedzi w NecoMi jest nieczystym bytem wtedy jego siła zmniejszy się i będzie musiało opuścić jej ciało aby nabrać ponownie sił na opętanie jej. Będziemy mogli wtedy zaatakować i bez problemu wspólnymi siłami pokonamy to coś, a ja odzyskam resztę wspomnień.

W tym samym momencie, w pokoju Gold Bad Trio, nic nie spodziewająca się NecoMi stała przed lustrem, w którym… nie było jej odbicia. W lśniącej tafli widniał obraz młodej kobiety, odzianej w egipskie ubrania i długą, czarną szatę sięgającą do ziemi. Oczy miała złote, świecące jak u kota. A na szyi spoczywało coś w rodzaju zielono – czerwonego wisiora ze złotym skarabeuszem.

Neco również miała na sobie czarną szatę, która zakrywała jej cały ubiór. Jej zielone oczy były zamglone, jakby w transie, przysłonięte grzywką. Policzki całkiem blade. Nie była jednak zmęczona. Na jej twarzy widniał uśmieszek.

– Jeszcze dwa dni, moja droga, jeszcze dwa dni – powiedziała postać z lustra, a jej usta wykrzywiły się w szyderczy uśmieszek.

NecoMi oblizała usta.

– Jeszcze dwa dni…

– Per la gloria di Bastet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz