Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Recenzja mangi "Croquis"

Ostatnimi czasy w ręce wpadła mi manga „Croquis” wydawnictwa StudioJG, autorstwa Takanaga’ny Hinako. Manga nawiązuje do rodzaju yaoi. Jest jednotomowa. Przeczytałam ją bardzo szybko – z resztą czytanie mang nie zajmuje mi więcej niż 2 godzinki na 1 tom. Tak też postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami po zapoznaniu się z tą publikacją.

Egzemplarz zawiera trzy historie z serii yaoi. Pierwsza – główna, która rozpoczyna tom; druga – rozłożona na dwie części, i trzecia. Tak jak autorka wspomina w ostatnich przypisach, wszystkie „rozdziały” są nieco przesłodzone. Jednakże wcale mi to nie przeszkadza, bo ten „cukier” dodaje bohaterom jako takiego uroku osobistego.

Pierwsza, główna historia, której bohaterami są nagi i Kaji, ma bardzo ciekawą fabułę. W skrócie: jest to historia chłopca (trans), który pracuje jako model na uczelni dla młodych artystów, i jako „aktor” w klubie nocnym (o ile dobrze zrozumiałam, a nie chcę zaglądać w internet i sugerować się innymi), aby uzbierać na operację plastyczną, która miałaby „dać” mu kobiece kształty (i to jest jedyna rzecz w tej mandze, która spowodowała u mnie następującą reakcje – Dobra, omijamy i czytamy dalej – choć jak się później okazało, jest to ważny wątek, więc trzeba było do tego wrócić). No i nasz bohater Nagi (tak, imię ma zabójcze…) pewnego dnia poznaje studenta sztuki (który go maluje na zajęciach) Kaji’ego, w którym szybko się zakochuje, jak się później okazuje, z wzajemnośią. Ich relacje w pewnych momentach doprowadzają do śmiechu. Tutaj dobrym na to przykładem jest fakt, ż Nagi nie chce się pokazać partnerowi, bo ma fioletowe limo pod okiem. Jest to zrozumiałe, ale w wersji yaoi wydaje się mi zabawne (w szczególności chodzi o obrazek, który „towarzyszy” temu zdarzeniu). Ogólnie Nagi zyskał moja sympatię, a historia spodobała mi się.

Druga „opowieść” została rozdzielona na dwie części, aby pokazać zaistniałą sytuację z punktu widzenia obu bohaterów (Tori i Kamota). Tutaj naprawdę nie będę się rozpisywać, bo obie części jakoś mnie nie zaciekawiły. Nazwałabym to melodramatem bez happy endu. Tori i Kamota, przyjaciele z liceum, którzy ewidentnie czują cos do siebie, ale żaden z nich do tego się nie przyznaje. Aż pewnej nocy, na biwaku Tori jest świadkiem, jak Kamota siedzi przytulony z ich koleżanką (jak później się okazuje była to pomyłka, bo Kamota wymiotował po wypiciu piwa, a dziewczyna tylko się o niego martwiła). Ich kolejne spotkanie ma miejsce po 6 latach, gdzie Tori natyka się na starego przyjaciela, który w planach ma już ślub. I historia kończy się tym, że ich drogi rozchodzą się ponownie.

Tak, najlepsze zostawiłam na koniec. Trzecie historia, z gwiazdami spełniającymi życzenia w tle, była moim zdaniem najciekawsza i całkiem przyjemnie się ją czytało. Głównymi bohaterami są: młodszy Mayama i jego, nieco starszy przyjaciel z sąsiedztwa, Daiki, wielki „fan” gwiazd, a łącznie z tym astronomii. Mayama (jak zauważyłam w mandze) lubiący słodycze chłopiec z, nie tyle że traumą, bo to za dużo powiedziane, co obdarzony niechęcią do gwiazd z dość (niby) absurdalnego powodu: nie spełniły jego życzeń, bo nigdy nie zdążał wypowiedzieć ich do końca. Jednakże mimo to, bardzo często bywał na zebraniach kółka astronomicznego, ze względu na słodycze i… Daiki’ego, rzecz jasna. Choć do tego drugiego nie chciał się przyznać. Wszystko jakoś toczyło się swoim rytmem dopóki Mayama nie dowiedział się, że Daiki został przyjęty na uniwersytet UK w Tokio. Dopiero później Daiki wyjaśnił przyjacielowi, dlaczego wybrał tak odległą szkołę mimo iż obiecał wybrać bliższą. Wtedy też Mayama zorientował się (został uświadomiony), że jego życzenie spełniło się, i że Daiki odwzajemnia uczucia, jakimi ten go darzył. I mamy piękny happy endzik.

Chciałabym też poruszyć kwestie rysunków. Autorka ma dość ciekawą kreskę, przynajmniej dla mnie (do tond czytałam tylko Hetalie, i widzę ogromną różnice). Szczególną uwagę zwróciłam na to jak autorka rysuje włosy mi miny postaci, które w pewnych momentach stają się zabawne (miny, nie włosy). Sama „konstrukcja” strony była czasami tak ułożona, że się po prostu gubiłam, ale trudno się za pierwszym razem połapać, jak jest się przyzwyczajonym do całkiem innego typu mangi, którą jest Hetalia. Kolorowa okładka cieszy oko. Myślę, że każdy początkujący rysownik „japońskich komiksów” powinien zapoznać się z różnymi typami mang.

Podsumowując: manga „Croquis” spodobała mi się i na pewno co jakiś czas będę do niej wracać. Polecam ją wszystkim od lat 15, a w szczególności tym, którzy gustują w rodzaju yaoi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz