Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Liceum im Rzymu i Germanii (org. pomysł Tsume) - Wielkanocny szał

A więc przed państwem „Liceum Rzymu i Germanii”, które ogólnie wykminiła Tsume, ale cóż… załóżmy iż te fficki są pod jej patronatem, ok?

Święta Wielkanocne zbliżały się tak szybko, jak statek Kapitana Pietruszki* do ziemskiej atmosfery. Zrobiło się już całkowicie ciepło (czego nie można powiedzieć o naszej śnieżnej wiośnie). Ptaszki, wróbelki i inne pierzaste stworzenia, oblegając wszystkie pobliskie drzewa niczym niegdyś armia czerwona tutejsze tereny, ćwierkały radośnie spokojną melodyjkę „Straight and Arrow” zespołu Indica. Jednakże pewne krzyki zagłuszały ten dość cichy „przebój wiosenny”. Ów niepokojące dźwięki dochodziły z liceum im. Rzymu i Germanii na ulicy Międzynarodowej.
– Kurczaki.
– Króliki.
– Kurczaki!
– Króliki!
– KURCZAKI!
– KRÓLIKI! – Feliks nadaremnie usiłował przekrzyczeć Prusaka, który niemogąc opanować już złości wstał od stołu.
– Nie! Salę ozdobimy kurczakami! – wydarł się Gilbert i z całej siły uderzył pięścią w stół, który pod wpływem jego mocy foryoku przełamał sie w pół.
– Porąbało cię?! – fuknął Polska. – Króliki lepiej się kojarzą z Wielkanocą!
Polska również zerwał się z krzesła i zagroził Gilbertowi paczką słonych paluszków.
Prusy w odpowiedzi zamachnął się kuflem niemieckiego piwa i jego zawartość wylądowała na felkowym łebku („Jak można tak marnować piwo?” pomyślał czytelnik).
– Ty, pruska mendo! Ty, szatański pomiocie! – Łukasiewicz klął jak zaklęty (wbrew wszystkiemu, Arthur nie rzucił na niego zaklęcia) i przeszedł do rękoczynów.
Oba państwa zaczęły tarzać się po podłodze. Polska usiłował wydrapać oczy Gilbertowi – nawet zrobił sobie odpowiedni manikiur, mając nadzieję, że taka okazja się nadarzy. Niestety (?) jego czyny zostały udaremnione przez towarzysza Rosję.
– Przestańcie się bić, towarzysze. – zakomunikował Iwan rozdzielając Feliksa i Gilberta. – Zarządzam zakup uszatych i pierzastych ozdób.
Oboje niemalże zgromili go spojrzeniem, ale nie mając zbyt wielkiego wyboru zgodzili się na ten pomysł.
– W takim razie, kto będzie odpowiedzialny za malowanie jajek? – z końca sali konferencyjnej dobiegł głos Anglii.
– Myślałem, że zamiast jajek tym razem pomalujemy pomidory. – uśmiech i radość uciekła z Hiszpanii jak powietrze z przebitego balonika.
Jednakże wszyscy nauczyciele uzgodnili, że w tym roku pomalują wszystkie okrągłe i owalne przedmioty jakie nawiną im się pod rękę. Rezultatem tak wspaniałej (czyt. strasznie bezsensownej) decyzji były kolorowe klamki od drzwi, żarówki w lampkach a także rzecz jasna wszystkie pomidory Hiszpanii.
Francja poczuł w sobie „ducha świąt” i latał (nie biegał, latał) po całym liceum z puszką bardzo jaskrawej, czarnej farby malując świąteczne znaki (znaczy pentagramy i potrójne szóstki) na ścianach i suficie. Ameryka, aby go uspokoić musiał zestrzelić Francisa pociskiem grubego kalibru.
– Zostaw te koszyki, ty pruski pawianie! – ryknął Feliks biegnąc „taranem” w stronę Gilberta, który odbierał właśnie przesyłkę kurierską od pana Żulosława (menel nareszcie znalazł pracę!).
W Gilbercie włączył się tryb ninja i używając jakiegoś dymnego jutsu, podpatrzonego w Naruto, zniknął wraz z przesyłką, Polsce z oczu.
Wszystkie przygotowania do świąt Wielkanocnych ciągnęły się przez calutki tydzień. Wszyscy przez ten czas żyli w spokoju i harmonii… oczywiście prócz Polski i Prus. Nie wiedzieć dlaczego, ale Łukasiewicz dostał jakiegoś szaleństwa i zaczął prześladować Prusaka – przebrał się nawet w strój 007 i mówił do rękawa, a w tle dla lepszego efektu zapuszczał Skajfol (czy jak to się tam pisze).
I po długich wyczekiwaniach nadszedł nareszcie upragniony dzień. Uczniowie w licznej grupie przybyli do auli na imprezkę zatytułowaną „Wielkanocny szał”.
Ameryka wszedł na stół w buciorach, które w drodze do pracy zaliczyły niemiłe spotkanie z psią „niespodzianką”.
– Witam wszystkich obecnych. – zaczął Alfred nadaremnie usiłując naśladować Dumbledorea podczas wielkiej uczty w Hogwarcie. – Cieszę się, że tak licznie przybyliście dziś do szkoły. Niestety mam dla was dobrą i złą wiadomość. Otóż, zła jest taka, że w tym roku zajączek do nas nie przyjdzie, bo nasz towarzysz Iwan zaprosił go na kolację. – i tu spojrzał na Iwana, który kończył właśnie jeść udko królika po rosyjsku. – Dobra natomiast jest taka, że załatwiliśmy wam najlepszego DJ-ja na świecie. I macie również darmową wyżerkę.
Najlepszym DJ-jem na świecie okazał się być (nie, nie król Julian jak – kiedyś), a raczej okazali się być Tytus, Romek i A’Tomek.
– Siema ziomy i ziomówy! – nasi trzej „papcio chmielowi” przyjaciele powitali gorąco przybyłych ludków.
Na sam początek zapuścili przepiękny utwór nagrany przez Mrocznych Braci Grom „Zabili Kanny’ego”**. Później poleciały same świąteczne hity typu „Islands of Lights” Indici.
W pewnym momencie podczas grania najmocniejszego kawałka tego roku „Naśladuj Chrystusa”, Polska w tajemniczy sposób znalazł się przy suficie, a chwilę później, uwieszony liny, udawał króla dżungli, kierując się wprost na Prusy.
– Kamikadze! – krzyczał Łukasiewicz.
Gilbert nie zdążył zrobić uniku i wraz z Polską wbił się w ścianę nośną auli. Ściana zaczęła pękać.
– Zarządzam ewakuację! – Ameryka wskazał BigMcem kierunek wyjścia.
Nauczyciele i uczniowie czym prędzej wybiegli z sali i patrzyli jak cała konstrukcja legnie w gruzach.
– I co teraz zrobimy? – zapytał Tosiek przeżuwając pomidora.
– Nic. – odparł Ameryka. – Feliks i Gilbert będą bulić z własnej kieszeni.

*Kapitan Pietruszka został stworzony przez „garażowy” zespół z Kwidzynia Mroczni Bracia Grom. Kapitan jest bohaterem takich hitów jak „Kapitan Pietruszka vs Harry Potter” czy też „Przygody Kapitana Pietruszki w kosmosie”.
**Tę piosenkę dedykuję mojemu znajomemu, na którego w mojej byłej szkole wołają Kenny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz