Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 11 - The End

I wreszcie nadszedł czas, gdy wreszcie skończyłam ostatni rozdział Kurosia.

Wszyscy mieszkańcy willi Phantomhive wyszli na dwór, gdzie powoli zaczął pruszyć biały śnieg.  Mimo świerzego powietrza i chłodnego wiaterka panowała gęsta atmosfera. Ciel i Aloise mierzyli się srogim sojrzeniem. Pomiędzy aniołem a demonem ewidentnie narastała wojna.

- O co chodzi? – Finny, Maylin i Bard siedzieli pod drzewem obserwując całą sytuację.

Neco stała obok nich z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Pan Olo wyglądał na bardzo zainteresowanego tym co się dzieje.

- Kundelek Królowej – Aloise zaczął się drażnić z Cielem. – Hau. Hau.

- Zamknij się – warknął młody Phantomhive i zwrócił się do swojego lokaja. – Sebastianie, przynieś nam szpady.

- Yes, my Lord – ukłonił się Czarny Kamerdyner i dosłownie chwilę później zniknął w murach willi, aby powrócić z dwoma mieczykami.

Jeden podał blondynkowi a drugi wręczył swojemu panu.

- Żałosne – mruknął młody Trancy podpierając się na broni i skinął głową w stronę służby Phantomhive. – Boisz się, że oni dowiedzą się prawdy? O tym, że ich kochany panicz ma…

- Milcz, nie pozwolę się tak poniżać – fuknął Ciel. – Nie masz prawa…

- „Nie masz prawa, mnie zabijać” – zacytował Aloise z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy. – To samo mówiła Lizzy w ostatnich chwilach swojego życia.

- Co takiego? – Ciel upuścił swój miecz, który z brzdękiem wylądował na ziemi.

- Śmierć tych dziewczyn i Elizabeth… – blondyn oblizał się. – To sprawka moja i Angelo.

Ciel jednym płynnym ruchem sięgnął po miecz i ruszył w stronę swojego przeciwnika, który odplacił się pięknym za nadobne. Demon i anioł na rozkaz swoich panów, również zaczęli walczyć. Neco patrzyła na to ze zgrozą.

- Panie Olo zrób coś! – krzyknęła w stronę jenota.

Zwierzątko stanęło na dwuch tylnich łapkach i w jednej chwili otoczył je amarantowy dym, aby w ostateczności pokazać swą prawdziwą postać. Ciemne buty, długa granatowo-niebieska suknia z wiązaniem gorsetowym, kameą kruka z przodu, ciemny blond włosy sięgające ramion i złoty pierścień wiszący na sznureczku, na szyi. Kobieta, Pan Olo był kobietą.

Undertaker biegł w stronę posiadłości rodziny Phantomhive. Ciągnął za sobą Usagi i Grella, którzy niezbyt rozumieli o co ten cały raban. Grabarz popędzał ich, mówiąc, że jeśli się nie pospieszą, Ciel i reszta załogi może zginąć. Dotarli w momencie, gdy Pan Olo przybrał formę ludzką.

- Tsume! – Undertaker od razu znalazł się obok kobiety. – Jak zdobrze, że…

Pan Olo, Tsume spojrzała na niego i skinęła ręką w stronę toczącej się bitwy. W jej ręku pojawiła się biała różdżka, którą wycelowała w Finny’ego, Barta i Mayline.

- Petrifikus totalus – i nasza trójka padła „plackiem” na ziemię.

- Kim ty jesteś? – zapytał Grell, nie interesujące się wcale tym co się dzieje na polu bitwy.

- Tsume, auror najwyższego stopnia, animag, najlepsza uczenica Alucarda, wampira rodziny Hellsing, Wielki Miszczu Painta, siostra Yani i Ojciec Chrzestny autorki tego bloga – przedstawiła się, a oczy Grella przybrały kształty dwuch wielkich, czerwonych serc.

- Przestańcie! – Neco nagle znalazła się na polu bitwy, a oni jak na komende przestali walczyć patrząc na nią. – Spokój!

- Bo? – jedna brew Angelo uniosła się.

- Bo – dziewczyna zdjęła przepaskę z lewego oka. -  Mniemam, że chcecie żyć.

Ciemnowłosa powoli otworzyła oko, którego tęczówka ukazała wszystkim czerwoną tarczę z czarnym pentagramem, w którego środku znajdował się znak in-iang.

- Co do…?

- Niemożliwe…

- Tak moi drodzy – uśmiechnęła się Tsume zwracając się do wszystkich. – Moja Neco to Akuma. Córka pana Phantomhive i samej Lilith, bogini śmierci. Istota wyższa rangą od demona czy Shinigami.

W tej chwili Sebastian spróbował zaatakować dziewczynę, lecz ta za pomocą tajemniczej siły pozbawiła go ucha, nawet nie dotykając go.

- Ciel, trzymaj swojego kamerdynera z dala – powiedziała srogim tonem. – Demon nie powinien się w to mieszać.

Ciel wogóle nie mógł się ruszyć. Sparaliżował go strach i niepewność. Jego przyrodnia siostra, jego siostra była wcieleniem… diabła. Prawdziwego diabła. Ale… Młody hrabia Phantomhive kazał wycofać się lokajowi, który w chwili obecnej krwawił obficie.

- A więc poddajesz się, wygrałem – zatriumfował Aloise, a rodzeństwo Phantomhive było sobie winne wyjaśnienia.

- Ale Neco, ty… jak to możliwe…

- Ciel, posłuchaj mnie teraz, bo to bardzo ważne. Nie jestem twoją siostrą mimo iż mamy wspólnego ojca. On dał mi tylko ludzką postać. Nie łączy nas nic poza wyglądem – Neco patrzyła chłopakowi prosto w oczy, bo jego opaska w czasie walki została zerwana. – Wiem kto zabił twoich rodzic…

W tym momencie Angelo wyciagłszy srebrny miecz zza pazuchy, przebił bok Neco.

- W imię świętych, giń Akumo! – anioł zaklął głośno. – To święte ostrze, które zostało poświęcone w Watykanie!

- Neco! – zerwał się Ciel, ale zatrzymała go dłoń Sebastiana. – Puść mnie!

Dziewczyna osunęła się powoli na ziemię, a śnieg zaczął pruszyć coraz mocniej, w końcu zamieniając się w śnieżycę.

- Stójcie – Tsume zatrzymała Grella, Usagi i Undertakera, którzy chcieli ruszyć na ratunek, do boju. – Paczcie.

- Wreszcie, teraz będę najpotężniejszy. Każdy kto zabije Akume – Angelo w chwili obecnej przypominał psychopatę. – Będzie wysławiany w niebie.

- Neco, kiedy przestaniesz udawać, że nie żyjesz? – stwierdziła aurorka z wielkim uśmiechem na twarzy.

Na te słowa dziewczyna podniosła się powoli ocierając stróżkę krwi, spływającą jej w kąciku ust. Angelo wyglądał na nie tylko, że niezadowolonego z tego faktu, ale i ostro przerażonego.

- Angelo, jesteś zwykłym psem – stwierdziła wyciągając z boku poświęcony miecz. – Nie zabijesz mnie, bo nie masz czystego sumienia. Jesteś winny śmierci rodziny Phantomhive i wielu dziewcząt. Tak też… – w jednej sekundzie znalazła się za aniołem, który rozsypał się w czerwony piasek, po tym jak ostrze przeszło go na wylot. – Żegnaj.

- Neco! – Ciel rzucił jej się na szyje.

- Szjeru…

- I… love…

- Ja ciebie też…

Dwa lata później. Lato.

Słońce świeciło jasno, odbijając swój blask w pięknej zastawie, która rozłożona była w ogrodzie posiadłości rodziny Phantomhive. Pomiędzy białymi krzesłami ozdobionymi różami, wił się czerwony dywan, prowadzący wprost do ołtarza. Wybiła dwunasta w południe. Ksiądz spojrzał radośnie na młodych.

- Ogłaszam was mężem i żoną – oznajmił duchowny. – Możecie się pocałować.

Undertaker podniusł welon panny młodej, uśmiechnął się na swój sposób i pocałował swoją wybrankę o brązowych włosach i oczach mieniących się tęczą. Za nimi stało dwoje świadków, wyglądających niczym bliźniaki, lecz nie. Szesnastoletni Ciel i Neco byli tylko świadkami na ślubie Usagi i Undertakera, bliskimi sobie osobami. Można by powiedzieć, że parą. Ale nie rodzeństwem.

Na pierwszych krzesełkach siedziała służba Phantomhive, Sebastian i Pan Olo. Reszta gości była pełna Shinigami, demonów… Heh…

- Dobra, kończymy! – krzyknął reżyser, schodząc ze swojego krzesełka. – Dziękuję, zdjęcia skończone.

W tej chwili podszedł do niego chłopak ubrany w strój wiktoriański i stuknął laską o podłogę.

- Jak to, to już koniec?

- Tak.

- I znowu nie będę miał roboty – stwierdził chłopak siedając przed lustrem i zciagając fioletową soczewke kontaktową.

Wysoki czarnowłosy mężczyzna zszedł z planu zdjęć z wielką ulgą i skierował się ku wyjściu, mrucząc pod nosem:

- Kolejna seria Kuroshitsuji skończona. Teraz mogę spokojnie zjeść bigosiku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz