I wreszcie nadszedł czas, gdy wreszcie skończyłam ostatni rozdział Kurosia.
Wszyscy mieszkańcy willi Phantomhive wyszli na dwór, gdzie powoli zaczął pruszyć biały śnieg. Mimo świerzego powietrza i chłodnego wiaterka panowała gęsta atmosfera. Ciel i Aloise mierzyli się srogim sojrzeniem. Pomiędzy aniołem a demonem ewidentnie narastała wojna.
- O co chodzi? – Finny, Maylin i Bard siedzieli pod drzewem obserwując całą sytuację.
Neco stała obok nich z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Pan Olo wyglądał na bardzo zainteresowanego tym co się dzieje.
- Kundelek Królowej – Aloise zaczął się drażnić z Cielem. – Hau. Hau.
- Zamknij się – warknął młody Phantomhive i zwrócił się do swojego lokaja. – Sebastianie, przynieś nam szpady.
- Yes, my Lord – ukłonił się Czarny Kamerdyner i dosłownie chwilę później zniknął w murach willi, aby powrócić z dwoma mieczykami.
Jeden podał blondynkowi a drugi wręczył swojemu panu.
- Żałosne – mruknął młody Trancy podpierając się na broni i skinął głową w stronę służby Phantomhive. – Boisz się, że oni dowiedzą się prawdy? O tym, że ich kochany panicz ma…
- Milcz, nie pozwolę się tak poniżać – fuknął Ciel. – Nie masz prawa…
- „Nie masz prawa, mnie zabijać” – zacytował Aloise z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy. – To samo mówiła Lizzy w ostatnich chwilach swojego życia.
- Co takiego? – Ciel upuścił swój miecz, który z brzdękiem wylądował na ziemi.
- Śmierć tych dziewczyn i Elizabeth… – blondyn oblizał się. – To sprawka moja i Angelo.
Ciel jednym płynnym ruchem sięgnął po miecz i ruszył w stronę swojego przeciwnika, który odplacił się pięknym za nadobne. Demon i anioł na rozkaz swoich panów, również zaczęli walczyć. Neco patrzyła na to ze zgrozą.
- Panie Olo zrób coś! – krzyknęła w stronę jenota.
Zwierzątko stanęło na dwuch tylnich łapkach i w jednej chwili otoczył je amarantowy dym, aby w ostateczności pokazać swą prawdziwą postać. Ciemne buty, długa granatowo-niebieska suknia z wiązaniem gorsetowym, kameą kruka z przodu, ciemny blond włosy sięgające ramion i złoty pierścień wiszący na sznureczku, na szyi. Kobieta, Pan Olo był kobietą.
Undertaker biegł w stronę posiadłości rodziny Phantomhive. Ciągnął za sobą Usagi i Grella, którzy niezbyt rozumieli o co ten cały raban. Grabarz popędzał ich, mówiąc, że jeśli się nie pospieszą, Ciel i reszta załogi może zginąć. Dotarli w momencie, gdy Pan Olo przybrał formę ludzką.
- Tsume! – Undertaker od razu znalazł się obok kobiety. – Jak zdobrze, że…
Pan Olo, Tsume spojrzała na niego i skinęła ręką w stronę toczącej się bitwy. W jej ręku pojawiła się biała różdżka, którą wycelowała w Finny’ego, Barta i Mayline.
- Petrifikus totalus – i nasza trójka padła „plackiem” na ziemię.
- Kim ty jesteś? – zapytał Grell, nie interesujące się wcale tym co się dzieje na polu bitwy.
- Tsume, auror najwyższego stopnia, animag, najlepsza uczenica Alucarda, wampira rodziny Hellsing, Wielki Miszczu Painta, siostra Yani i Ojciec Chrzestny autorki tego bloga – przedstawiła się, a oczy Grella przybrały kształty dwuch wielkich, czerwonych serc.
- Przestańcie! – Neco nagle znalazła się na polu bitwy, a oni jak na komende przestali walczyć patrząc na nią. – Spokój!
- Bo? – jedna brew Angelo uniosła się.
- Bo – dziewczyna zdjęła przepaskę z lewego oka. - Mniemam, że chcecie żyć.
Ciemnowłosa powoli otworzyła oko, którego tęczówka ukazała wszystkim czerwoną tarczę z czarnym pentagramem, w którego środku znajdował się znak in-iang.
- Co do…?
- Niemożliwe…
- Tak moi drodzy – uśmiechnęła się Tsume zwracając się do wszystkich. – Moja Neco to Akuma. Córka pana Phantomhive i samej Lilith, bogini śmierci. Istota wyższa rangą od demona czy Shinigami.
W tej chwili Sebastian spróbował zaatakować dziewczynę, lecz ta za pomocą tajemniczej siły pozbawiła go ucha, nawet nie dotykając go.
- Ciel, trzymaj swojego kamerdynera z dala – powiedziała srogim tonem. – Demon nie powinien się w to mieszać.
Ciel wogóle nie mógł się ruszyć. Sparaliżował go strach i niepewność. Jego przyrodnia siostra, jego siostra była wcieleniem… diabła. Prawdziwego diabła. Ale… Młody hrabia Phantomhive kazał wycofać się lokajowi, który w chwili obecnej krwawił obficie.
- A więc poddajesz się, wygrałem – zatriumfował Aloise, a rodzeństwo Phantomhive było sobie winne wyjaśnienia.
- Ale Neco, ty… jak to możliwe…
- Ciel, posłuchaj mnie teraz, bo to bardzo ważne. Nie jestem twoją siostrą mimo iż mamy wspólnego ojca. On dał mi tylko ludzką postać. Nie łączy nas nic poza wyglądem – Neco patrzyła chłopakowi prosto w oczy, bo jego opaska w czasie walki została zerwana. – Wiem kto zabił twoich rodzic…
W tym momencie Angelo wyciagłszy srebrny miecz zza pazuchy, przebił bok Neco.
- W imię świętych, giń Akumo! – anioł zaklął głośno. – To święte ostrze, które zostało poświęcone w Watykanie!
- Neco! – zerwał się Ciel, ale zatrzymała go dłoń Sebastiana. – Puść mnie!
Dziewczyna osunęła się powoli na ziemię, a śnieg zaczął pruszyć coraz mocniej, w końcu zamieniając się w śnieżycę.
- Stójcie – Tsume zatrzymała Grella, Usagi i Undertakera, którzy chcieli ruszyć na ratunek, do boju. – Paczcie.
- Wreszcie, teraz będę najpotężniejszy. Każdy kto zabije Akume – Angelo w chwili obecnej przypominał psychopatę. – Będzie wysławiany w niebie.
- Neco, kiedy przestaniesz udawać, że nie żyjesz? – stwierdziła aurorka z wielkim uśmiechem na twarzy.
Na te słowa dziewczyna podniosła się powoli ocierając stróżkę krwi, spływającą jej w kąciku ust. Angelo wyglądał na nie tylko, że niezadowolonego z tego faktu, ale i ostro przerażonego.
- Angelo, jesteś zwykłym psem – stwierdziła wyciągając z boku poświęcony miecz. – Nie zabijesz mnie, bo nie masz czystego sumienia. Jesteś winny śmierci rodziny Phantomhive i wielu dziewcząt. Tak też… – w jednej sekundzie znalazła się za aniołem, który rozsypał się w czerwony piasek, po tym jak ostrze przeszło go na wylot. – Żegnaj.
- Neco! – Ciel rzucił jej się na szyje.
- Szjeru…
- I… love…
- Ja ciebie też…
Dwa lata później. Lato.
Słońce świeciło jasno, odbijając swój blask w pięknej zastawie, która rozłożona była w ogrodzie posiadłości rodziny Phantomhive. Pomiędzy białymi krzesłami ozdobionymi różami, wił się czerwony dywan, prowadzący wprost do ołtarza. Wybiła dwunasta w południe. Ksiądz spojrzał radośnie na młodych.
- Ogłaszam was mężem i żoną – oznajmił duchowny. – Możecie się pocałować.
Undertaker podniusł welon panny młodej, uśmiechnął się na swój sposób i pocałował swoją wybrankę o brązowych włosach i oczach mieniących się tęczą. Za nimi stało dwoje świadków, wyglądających niczym bliźniaki, lecz nie. Szesnastoletni Ciel i Neco byli tylko świadkami na ślubie Usagi i Undertakera, bliskimi sobie osobami. Można by powiedzieć, że parą. Ale nie rodzeństwem.
Na pierwszych krzesełkach siedziała służba Phantomhive, Sebastian i Pan Olo. Reszta gości była pełna Shinigami, demonów… Heh…
- Dobra, kończymy! – krzyknął reżyser, schodząc ze swojego krzesełka. – Dziękuję, zdjęcia skończone.
W tej chwili podszedł do niego chłopak ubrany w strój wiktoriański i stuknął laską o podłogę.
- Jak to, to już koniec?
- Tak.
- I znowu nie będę miał roboty – stwierdził chłopak siedając przed lustrem i zciagając fioletową soczewke kontaktową.
Wysoki czarnowłosy mężczyzna zszedł z planu zdjęć z wielką ulgą i skierował się ku wyjściu, mrucząc pod nosem:
- Kolejna seria Kuroshitsuji skończona. Teraz mogę spokojnie zjeść bigosiku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz