Siedziałam spokojnie przy pianinie w szkolnej auli. Powoli naciskałam na klawisze instrumentu, który wydawał z siebie wesołą melodię, która była hymnem szkoły Axis Powers Academy.
- Nakreśl kółko ziemi kształt, nakreśl kółko ziemi kształt, nakreśl kółko ziemi kształt, jestem hetalia – zanuciłam. – Ach, wystarczy kreska by stworzyć tak cudowny świat. Kozakiem…
- NecoMi co ty tutaj robisz? – nagle w drzwiach auli pojawiła się moja koleżanka z ławki, zwana Klaudią. Wyglądała na zdziwioną faktem iż grałam na szkolnym pianinie. Tyle rzeczy jeszcze o mnie nie wie, powiedzieć jej o wszystkim? Zastanawiałam się nad tym od dnia kiedy się tutaj sprowadziłam. Czyli już dobry miesiąc, dla mnie niemal szmat czasu, dla innych zwykłe cztery tygodnie nauki w… zwykłej szkole jaką był zespół szkół ponadgimnazjalnych im. Henryka Sienkiewicza w Trzciance. W dniu kiedy się tu zjawiłam jako jedyna odzywała się do mnie i przyjęła do swojej ławki. Ale cóż, narazie wystarczy, że Rafał wiedział o wszystkim i może będzie lepiej gdy tak zostanie.
- Nic takiego – odpowiedziałam po dłuższym namyśle.
- Jesteś jakaś smutna – zaczęła dziewczyna, ale nie zdarzyła dokończyć swojej myśli, bo jej bezczelnie przerwałam.
- Wydaje ci się.
Wstałam od pianina i skierowałam się w stronę wyjścia, pozostawiając koleżankę samej sobie.
- Co ty robisz do cholery, franco ty? – darła się Tsume widząc jak Francis usiłuje wepchać do autokaru coś co potocznie zwane było organami kościelnymi. – Wystarczy nam w zupełności pianino Rodericha, i tak wszystko ledwo mieści nam się w… tym czymś – wskazała na coś co miało być ich pojazdem.
- Tsume, spokojnie – Alucard, który i tym razem miał być ich kierowcą, poklepał ją przyjacielsko po ramieniu.
- Chcę mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, mój drogi Alucardzie – Pan Olo trzynał w rękach batutę, którą nerwowo bił o kamień, który nie wiadomo skąd wziął się przed nią.
- Tsume, Tsume – Feliciano podbiegł do niej z nie wielką walizką. – Mam już wszystko spakowane…
- Flaga jest?
- Ve!~ Jasne, że tak.
- Pasty pęk?
- Tak!
- No to chyba już jesteśmy gotowi do podróży, nieprawdaż? – uśmiechnęła się blondynka, ale jej wzrok natychmiast powędrował w stronę Ludwiga, który w chwili obecnej niósł w stronę autokaru wielki nieokreślony pakunek. – Tylko tego nie zniszcz, bo nic nie wyjdzie, czaisz baze?
W tej także chwili Niemiec potknął się o coś co nagle wyrosło przed nim i wypuścił z rąk to co trzymał.
- NIE!
- Złapałam – nagle dobiegł ich znajomy głos, ale nie spodziewali się, że…
- Seszele, ty nam pomagasz? – zdziwiła się Tsume i spojrzała pytająco w Ludwiga, który właśnie podnosił się z ziemi.
- Tak, doszłam do wniosku, że… się nudzę bez tych wszystkich kłótni – odparła ciemnowłosa odstawiajc delikatnie pakunek na ziemię.
Na ustach Pana Olo wykwitł radosny uśmiech. „Teraz to chyba tylko armia francuska i Napoleon mógłby nam przeszkodzić” przeszło jej przez myśl, a następnie posłała Francisowi spojrzenie godne samego wielkiego Chucka Norrisa.
Siedziałam na szkolnym korytarzu wcinając Mikado, które chomikowałam przez całe pół roku. Przypominały mi Feliksa. Nie że sam paluszek wyglądał jak Łukasiewicz, ale on był naprawdę maniakiem paluszków, a kiedy spróbował tych, które przywiózł ze sobą Kiku, wpadł w taki zachwyt, że trudno to opisać słowami. No i Kiku… nadal nie przeczytałam tych wszystkich mang, które podarował mi na gwiazdkę.
- Heh… – westchnęłam zerkając na moją bluzę.
Nadal jej nie oddałam Gilbertowi, ale w sumie pozwolił mi ją zatrzymać. Tak, „padnijcie przed moją Zagilbistością”. Usmiechnęłam się sama do siebie. Tutaj ludzie nie chodzili w fińskich berecikach, nie chodzili w rosyjskich szalikach, nie mieli szwajcarskiej bronii i… nie mieli szaf prowadzących do Narnii.
Minęły już bite półtora miesiąca odkąd wróciłam do Polski. Czułam się samotna, ale to oznacza że wróciłam do normy. Jest to co było w gimnazjum. Jestem sama. Ale… w Axis Powers Academy, nie byłam.
- Co tak myślisz? – obok mnie usiadła Klaudia, która tak jak ja, uwielbiała japońskie paluszki.
- Myślę sobie o… – wtedy przed oczami stanęła mi Tsume z jej uśmieszkiem na twarzy. – O korniszonach.
Moje słowa wywołały u Klaudii zniesmaczenie. Nie ona się nie znała na naszych żartach z Axis Powers. A to były częste słowa Pana Olo jako wymówka na lekcji literatury. Tak… ciągle myślałam o tej dziewczynie, w końcu była moją przyjaciółką. No i Usagi i te jej wiecznie nie zmieniające się stwierdzenie „shinigami jedzą tylko jabłka”.
- Nie znasz się – uśmiechnęłam się i wstałam.
- Alucard, gazu do dechy – krzyczała Tsume siedząc na pierwszym siedzeniu autokaru.
- Ale Panie Olo, to są polskie drogi, tutaj nie można tak szybko jeździć, poza tym są strasznie krzywe – stwierdził wampir chamując z piskiem opon przed staruszką, która przechidziła właśnie przez pasy.
Blondynka posłała Alucardowi zabójcze spojrzenie.
- Jesteś wampirem strażnikiem rodziny Hellsing, do cholery, a będziesz przestrzegać jakichś zasad ruchu drogowego?
Lekcja historii zleciała bardzo szybko. Tak jak zwykle z resztą. Kolejna nudna lekcja, choć miałam dziwne przeczucie. Przeczucie na tak dziwne, jak zwykle miałam w Acis Powers Axademy. Coś ewidentnie miało się wydarzyć. Coś bardzo wielkiego.
Siadłam do pianina wystukując klawiszami rytm hymnu Akademii. Potrafię grać ze słuchu. W pewnej chwili melodia zmieniła się, a ja się zorientowałam się, że znam skądś ten tamburyn, który w chwili obecnej rozbrzmiewał na korytarzu Sienkiewiczówki. Zerwałam się od pianina i wybiegłam z auli, nawet nie zamykając drzwi.
- W jednej ręce białą flage mam, w drugiej pasty pęk. Macham flagą, macham flagą, to parada! – ktoś śpiewał. Śpiewał po włosku.
- Biel i czerwień, dwa kolory. Gdy się poznajemy mówię Witam. Omnomnomn paluszki!
- W jednej ręce trzymam wódkę…
- …w drugiej patelnie…
- W ręku trzymam jabłko…
- W drugiej Jedyny Pierścień!
- Macham flagą, macham flagą, to parada!
- Zagilbisty ja!
Przez Sienkiewiczówke maszerowała wielka parada składającya się z uczniów Axis Powers Academy. Nie wierzę… Ludwig pchał platformę, na.której stało przenośne pianino Rodericha. Obok maszerowali Azjaci przygrywając na drobnych instrumentach. Ivan grający na bałałajce. Tosiek na hiszpańskiej gitarze. Gilbert na elektrycznej wraz z Arthurem. Była nawet Seszelka, z którą miałam napięty konflikt. I… Germania, grający na fujarce. Ale… Stałam po prostu jak wryta patrząc na to co się dzieję, nie dokońca w to wierząc.
Wszyscy przyglądali się co się tutaj wyprawia. Oczy wszystkich wlepione były w moją osobę. Domyślili się albowien, że tacy ludzie magą odwiedzić tylko mnie.
- Macha flagą, macha flagą. To parada!
Znalazłam się po środku kółka, które utworzyli moi starzy przyjaciele. Zadali sobie tyle trudu, aby zapewne…
- Hatta futte, hatta futte parade!
Muzyka ucichła. Widziałam tam wszystkich. Te uśmiechy, te spojrzenia. Tęskniłam za tym. Za nimi. Z szeregu wybiła się Tsume wraz z Usagi, które trzynając rozwinięta flagę z napisem „Aš tave myliu”, uśmiechały się i przywitały się. W końcu stanęły tuż przedemną i szybkim ruchem cofnęły się do tyłu puszczając jednocześnie materiał. Gdzie…
- NecoMi, aš tave myliu.
Te kilka słów a znałam je bardzo dobrze. Uczyłam się litewskiego. Stał przedemną Taurys, Taurys Laurinaitis.
- NecoMi, wróć do Axis Powers Academy – powiedział Litwin z taką nadzieją w oczach, że zatkało mnie. Totalnie mnie zatkało.
Wiedziałam, że mu nue odmowię, ale to łączyło się z tym, że znowu go skrzywdze, nie chcę tego.
- Taurys… – wydukałam, ale nie dokończyłam bo nogi zaprowadziły mnie z powrotem do auli, do pianina.
Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. W ogóle nie wiem co teraz robiłam.
- Na ck czekasz, idź za nią – odezwała się Tsume, kierując swoje słowa do Litwina.
Taurys wziął się w garść i ruszył na nią, po chwili znikając wszystkim z oczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz