Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Axis Powers Academy - Halloween

– Myślę, że to jest całkiem… niezłe – albinos stał przed skończonym obrazem Matt’a i drapał się po głowie.
– Naprawdę? – Kanadyjskie oczka przybrały postać tych, które ma Kot w Butach.
Prusak potakująco poruszył głową, a Matthew z radością uwiesił mu się na szyi. Tsume nie zwróciła na to uwagi, Vash burknął coś pod nosem, a ja? A ja chyba zaczęłam się domyślać kogo tak naprawdę chciał namalować Williams.
– Wyszedłem zagilbiście – stwierdził dumnie Gilbert, czochrając blond czuprynę chłopaka.
– Teraz trzeba to pokazać światu – oznajmiła nagle Tsume rozkładając ramiona.
– WHAT?! – Matthew w tym momencie odkleił się od czerwonookiego i przyjął pozę „O czym ty do mnie mówić?”.
– Powiemy o tym Dżardżarmelowi i on zrobi wystawę!
– Rzeczywiście, niech ludzie cię poznają – mruknął Vash krzyżując ręce na piersi.
– To dobry pomysł – bąknęłam cicho.
– No… nie wiem – Matthew nie wyglądał na zdecydowanego człowieka, więc Prusak zaczął mu coś intensywnie mówić na ucho.
– To jak? – Gilbert uśmiechnął się tajemniczo.
– E… – na twarzy Matt’a ukazał się kolor tak czerwony, że aż czerwony. – No… no dobrze, niech wam będzie…. Ale to jeszcze trochę potrwa – spojrzał w stronę Gilberta. – Bo muszę namalować jeszcze kilka obrazów.

– Kurde, no – jąłczała Tsume wywalając całą ubraniową zawartość szafy z drogą do Narnii.
Wyłoniłam się zza mangi, którą ostatnio „podarowała” mi, moja współlokatorka i spojrzałam na nią z klasycznym pokerface’em na twarzy.
– O co ci, Tsume, znowu chodzi?
– Nie mam żadnego stroju na Halloween – Pan Olo spakował z powrotem zawartość szafy do środka. – Nie masz jakiegoś fajnego cosplay’u?
Pomyślałam chwile. A na myśl przyszedł mi tylko mój cosplay japońskiej pokojówki z lekko przy krótkawą kiecką, który, szczerze powiedziawszy, nie wiem skąd się u mnie wziął. Więc pokręciłam przecząco głową.
Tak jak co roku, w akademii Axis Powers, była organizowana imprezka Halloweenowa z koncertem jakiegoś mhrocznego zespołu, i wyborami Miss i Mistera balu. Coś mi się wydawało, że raczej nie pójdę. Już nie chodziło o tańce. Ostatnie dni były dla mnie ciężkie. Taurys odszedł ze szkoło… heh…
– Za co mam się przebrać? – Tsume chciała walnąć się na łóżko, ale źle sprecyzowała współrzędne i walnęła nosem o stelaż łóżka. Sekundę później siedziała na podłodze trzymając się za krwawiący nochal.
– NECOMI!
– Tsume, holender jasna! – w moich rękach pojawiło się pudełko chusteczek higienicznych, które natychmiast podałam dziewczynie.
Jakieś pięć minut później siedziałyśmy sobie razem na podłodze opierając się o jej łóżko. Tsume z odchyloną głową i chusteczką, bynajmniej już nie białą. A ja z nogami podciągniętymi pod brodę i oplecionymi rękami.
– A więc nie masz nic do Vasha, tak? – zapytałam upewniając się czy aby dobrze zrozumiałam.
– Tak.
– I wasze stosunki są takie same jak moje z Gilbertem/
– No, tak. Dobrze zrozumiałaś.
– I jesteście jak Lin i Ren z Vocaloida?
– Dokładnie.
– To już wszystko jasne.
– A ty?
– Ja? No lubię Vasha, ale trochę się go boję.
– Nie o to mi chodzi – Tsume przecząco pokręciła łebkiem. – Chodzi mi o sprawy uczuciowe, nie o Vasha.
Ta… zebrało nam się na zwierzenia i takie tam różne rzeczy.
– Ja mam tylko przyjaciół.
– A Toris?
– Chcę zapomnieć.
Tsume odetchnęła głośno, rozumiejąc, że nie chce dalej ciągnąc tego tematu.
– Już wiem za kogo się przebiorę – oznajmiła.
– ?
– To będzie niespodzianka.
– W takim razie będę na pewno na imprezce.
– Planowałaś nie przyjść? Oj Necomi, ty zła kobieta jesteś!

Tak jak było zapowiedziane w Święto Duchów cała akademia była pełna upiorów i cosplay’owiczów, którzy chodzi po korytarzach i pukali do pokoi innych (w tym nauczycieli) w poszukiwaniu nie tylko słodyczy, ale i mangowych gadżetów. Lekcje zostały odwołane – ponoć Dżermania chciał zrobić zwykłe zajęcia, ale Dziadzio Rzym go przekonał – nie wnikam w jaki sposób.
Z braku pomysłu i ograniczeń finansowych, musiałam skombinować jakieś przebranie z tego co znalazłam w szafie. Czyli były to glany, wojskowe spodnie, koszulka z Potworem Spaghetti, iwanowy szalik i fryzura w stylu wiktoriańskim. Czyli ogółem kogiel, mogiel, galimatias. Nic ale jednak coś. Ciekawiło mnie też to, gdzie podziała się Tsume. Bo wybyła bardzo wcześnie rano z pokoju i jej nie widziałam.
– E, Roderich, z… za co się przebrałeś? – zapytałam widząc jak Austriak czeka na swoją dziewczynę przed jej pokojem, w stroju, który był podobny do tego, który nosił na co dzień.
– Za Chopina – odrzekł dumnie i spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania. – A ty?
– Za… – zamyśliłam się teatralnie. – Za Babkę Kiepską.
– Aha… nie znam. To jakaś manga? – jedna brew Austriaka uniosła się do góry.
– Tak, tak – zaczęłam energicznie przytakiwać i najwyraźniej Roderich mi uwierzył, bo więcej o to nie pytał. Bo najlepiej głupa rżnąć.
W grupie złożonej z Elisavety, Rodericha mnie i Tsume, która się spóźniała, mieliśmy iść na polowanie łakoci i mang yaoi (w przypadku moim i Eldzi). Jako że Tsume nie pojawiła się, zmuszeni byliśmy na samotne zwiedzanie.
Niestety nikt nie zamierzał rozstawać się ze swoimi mangowymi gadżetami, a nauczyciele to już w szczególności. A kiedy nadszedł czas na pokój Germanii, to mnie wysłali jako pierwszą, bo mnie dyrektor lubił, bo ja lubiłam literaturę.
PUK PUK
Zza drzwi wydobyły się dziwne odgłosy, po czym drzwi otworzył Legolas? A nie, moment, to był Dżermgolas.
– Cukierek, yaoi albo psikus – wycedziłyśmy z Węgierką, Roderich wolał się trzymać z tyłu.
Dżermgolas obdarzył nas chłodnym spojrzeniem po czym wręczył mi i Eldzi mangę yaoi. Austriak dostał album o Chopinie. Dziwne, co ona taki hojny?
– Tylko wy odważyliście się tu pojawić.

I takie podróżowanie po korytarzach było dozwolone do godziny 18:00. A Tsume? A Tsume nadal nie było. Cóż, szafa do Narnii była zamknięta na kłódkę (kto do jasnej ciasnej zamyka szafę na kłódkę?), więc raczej tam nie poszła. Eh, w razie czego, schowałam moje zdobycze wojenne pod łóżko. Wolałabym aby nikt przypadkiem się do nich nie przykolegował.
Dj, który został w tym roku zaproszony zamiast mhrocznego zespołu, okazał się być nijakim Heńkiem z pod monopolowego, który był przebrany (lub i nie) za menela. Mimo swojego wyglądu i wszystkich pozorów, zapodał całkiem przyzwoity bit. Tylko do licha, Tsume przepadła jak kamień w wodę, lub Jedyny Pierścień w lawę.
Już 15 minut od rozpoczęcia, impreza Halloweenowa rozkręciła się na całego. Roderich, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, wyskoczył na środek parkietu z Eldzią na rękach. Iwan został zmuszony do tańca z młodszą siostrzyczką (ta to nie potrzebowała przebrania, a nawet kilka osób chciało tego wieczoru wyglądać jak ona). Alfred ubrany w strój sprzedawcy z McDonalda, zacieszał amerykańskim zacieszem, tańcząc przy tym twista. Bracia Włosi znaczy Romano i Feliciano, wcisnęli się w przebranie Latającego Potwora Spaghetti i… Romano wyglądał na lekko zdenerwowanego. Hiszpan Antonio paradował po sali jako wielki Hiszpański pomidor. Gibert ubrany w mundur Pruski z czasów rozbiorów (mniemam, że pamiątka rodzinna) tańcował z Matt’em, który wcisnął się w mundur Kanadyjskiej policji konnej (pamiątka rodzinna?). Vash stał przy wejściu w pełnym szwajcarskim mundurze. Nie obyło się tez bez czarownic, wampirów, wilkołaków, wróżek (Arthur), gejsz (ludki z Azji) i jednego pieluchowatego amora, którym dla odmiany był… Francis.
– A ty nie tańczysz? – zapytał Feliks, który siedział obok mnie i pożerał paluszki z zawrotna prędkością.
Spojrzałam na niego klasycznym pokerface’em.
– Ja nie tan…
– Zatańczysz? – przerwał mi Polak a w jego oczkach dostrzegłam coś, co zapewne widziała Tsume w moich, przez ostatnie kilka dni.
– Ja… jasne – skinęłam głową. On jeden mnie rozumiał.
Naprawdę podobał mi się ten taniec. Pierwszy raz podobało mi się tańczenie. Necomi, co się z tobą dzieje? Co?
– Słyszałem od Roda, że przebrałaś się za Babkę Kiepską. Coś ci nie wyszło – zachichotał Feliks.
– A no tak. Powiedziałam mu to, bo nie wiedziałam jak określić mój strój – wzruszyłam ramionami.
– Świat Według Kiepskich to manga? – uśmiechnął się. – Wiesz, że nasz Chopin postanowił kupić ten komiks?
– Życzę szczęścia.
Nagle drzwi otworzyły się na oścież. A w nich stanęła jakaś postać. Ów postać obrzuciła wszystkich obecnych spojrzeniem niewiadomego pochodzenia i…
– I’m Johny Deep, I’m Johny Deep, I’m Johny Deep…
W tym momencie zrozumiałam, że Tsume potrzebowała całego dna, aby skombinować skądś idealną replikę kostiumu Jacka Sparrowa.
Pan Olo biegał dziko po całej sali, machając rękami na praw i lewo, śpiewając:
– I’m Johny Deep, I’m Johny Deep, I’m Johny Deep…
– E… Tsume – chciałam zatrzymać ja na słówko, ale ona naprawdę wyglądała jakby napiła się „trochę” za dużo rumu.
– Y, tak?
– Dobrze się czujesz?
– Y, tak.
– Na pewno?
– Y… – zamyśliła się. – Tak.

CHWILĘ PÓŹNIEJ

– Dziękuję, dziękuję – dziękowała Tsume, a jaki był tego powód> Została wybrana na Miss i Mistera (na raz) balu Halloween. – Dziękuję za wszystkie głosy. Dzięki.
Ludki wiwatowały i gwizdały. Rozumiem, że została Miss, ale Misterem? Ech, ta Tsume.
– Yaoi! – krzyknął ktoś nagle.
– YAOI! – krzyknął ktoś drugi.
– YAAAAOOOOIII!!! – i w tej chwili odwrócili się w druga stronę.
Naszym oczom ukazał się widok… dość niespodziewany. Znaczy Gilbert i Matthew pod jemiołą (za którą była przebrana Eldzia i w chwili obecnej zwisała z sufitu), a już wszyscy wiedzą co się robi pod jemiołą.
Zerknęłam w stronę Tsume. Wyglądała na wkurzoną, że całus Matt’a i Gilberta był bardziej interesujący niż jej zwycięstwo w stroju Jacka Sparrowa.

Po imprezce, znaczy około godziny czwartej nad ranem, wróciłyśmy z Tsume do pokoju. Dziewczyna od razu walnęła się na łóżko. Mnie natomiast zaniepokoiły dziwne odgłosy wydobywające się z szafy, z drogą do Narnii. Otworzyłam więc jej drzwiczki i to co tam zobaczyłam powaliło mnie na kolana, dosłownie i w przenośni. W szafie siedział związany i zakneblowany Jack Sparrow… Johny Deep, w samych gaciach i koszulce. Ch-chyba już wiem skąd Tsume wzięła swój strój.
Hej, Tsu… – nie było sensu, już spała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz