Muzyka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 5 - Yes, my Lord

Hrabia Phantomhive czekał z niecierpliwością na odpowiedź dziewczyny, która w tej chwili siedziała naprzeciw niego. Neco głośno przełknęła ślinę.

- Powiesz wreszcie o co chodzi? – mruknął Ciel biorąc kolejny łyk herbaty.

- Chodzi o to… że – dziewczyna wbiła swój wzrok w stół, ale nagle jakby wzięła się w garść, spojrzała wprost na chłopaka. – Chcę tu zostać. Nie mam gdzie się podziać. Moi opiekunowie nie żyją a wioska, w której mieszkałam już nieistnieje.

Pierwsze co przyszło chłopakowi na myśl, to wyrzucić ją z tąd… ale po dłuższym namyśle powstrzymał się od wypowiedzenia tego rozkazu. Jeżeli teraz kazał by wyrzucić ją, ona jako starsze dziecko, świętej pamięci Pana Phantomhive, jako pierwsza miała prawo do rodzinnego majątku. A wtedy on, został by bez niczego. Musiał kierować się tym, czego nauczył się przez ostatnie lata.

- Paniczu… – odezwał się Sebastian, który pojawił się tuż obok Ciela nagle i niespodziewanie. – Wypadało by odpowiedzieć młodej damie, nieprwadaż?

Chłopiec obrzucił swojego lokaja złowrogim spojrzeniem. Nie lubił kiedy demon mu matkował i mówił co dla niego lepsze, ale i tym razem jego czerwone oczy i ton głosu były jednoznaczne. Czarnowłosy sugerował mu aby zatrzymać Neco przy sobie.

- Sebastianie – odezwał się w końcu Ciel. – Przygotuj pokój i jakieś damskie ubrania dla…

- Yes, my Lord – Czarny Kamerdyner przerwał mu w pół słowa, wiedząc, że panicz nie zdobędzie się na to aby od tak uznać do końca fakt, że przed nim, na krześle siedzi jego własna siostra.

Słońce zaszło za horyzontem, a na granatowe niebo powoli zaczął wschodzić złoty księżyc. Londyńskie ulice o tak późnej porze pogłębione były w ciszy i spokoju. Tylko raz po raz dało się usłyszeć wycie psa czy kota, buszującego na śmietniku. Zwykła noc… choć nie dla wszystkich.

Usagi siedziała przy stoliku w zakladzie pogrzebowym. Nie uśmiechało jej się siedzieć samej w zakładzie o tak późnej porze. Wolała gdy jej srebrnowłosy opiekun spędzał noce w domu, zamiast na cmentarzu. Choć ponoć tym razem to była naprawdę poważna sprawa, alr brunetka wolała w to nie wnikać. I zapewne dalej spokojnie sporzywała by kolacyjkę w postaci jabłek, gdyby nagle ktoś bezczelnie nie zapukał do drzwi.

- Już otwieram!

Shinigami podreptała w stronę drzwi, zastanawiając się kto mógł odwiedzić zakład pogrzebowy o tak barbarzyńskiej porze. Nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi. Jednakże gość nie usłyszał żadnego „witaj” czy „dobry wieczór”. Zamiast tego, Usagi wymierzyła mu silnego kopa w okolice twarzy.

- Argh… to TY? – zdziwienie w oczach czerwonowłosego Shinigami było nie do opisania. – Przecież cię zabiłem…

Tak. W progu zakładu pogrzebowego stanął nikt inny jak Grell, czerwony Bóg Śmierci. Dokładnie ten sam, który pozbawił ją ludzkiego życia. A jego stwierdzenie mimo wszystko… było nie na miejscu.

- Czego tu chcesz, zawszonu kundlu?! – fuknęła dziewczyna krzyżując ręce na piersi.

- Przyszedłem do Undertakera – odrzekł Grell trzymając się za krwawiący nochal, w który trafił but Usagi.

- Cholera – zaklął Ciel siedząc w swojej sypialni.

- Paniczu, to nie przystoi tak się wyrażać – upomniał go Sebastian zapinając guziki od koszuli nocnej chłopaka.

- Milcz Sebastianie. Nie jesteś od tego aby mnie pouczać – stwierdził hrabia mrużąc oboje oczu.

Zapadła ta niezręczna cisza, której nie lubił młody Phantomhive. Zawsze gdy się pojawiała, rozmowa schodziła do tematu jego rodziców i całej rodziny, której szczerze mówiąc, wolał nie wspominać. Uważał to za dość drażliwy temat.

- Ależ paniczu, przecież to twoja siostra, musisz się z tym pogodzić – na twarzy demona pojawił się wscibski uśmieszek.

- Dlatego masz jej nie odstępować choćby na krok. Masz być na każde jej zawołanie. Spełniać najmniejszy kaprys. Rób to tak, jakby i z tobą miała zawarty kontakt. Rozumiesz?

- Yes, my Lord.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz