- Come in!
Drzwi do gabinetu dyrektorskiego otworzyły się i do środka wszedł wysoki mężczyzna z jasnymi włosami zaczesanymi do tyłu.
– O co chodzi, Ludwigu? – zapytał zdziwiony Ameryka i zatrzymał krzesło, na którym właśnie się kręcił.
Niemcy niezbyt wyglądał na zachwyconego. Bez słowa wręczył Alfredowi białą kopertę i wyszedł. Ameryka rozdarł ją i zaczął czytać list. Co kolejne zdanie jego oczy stawały się bardziej niewyraźne. Kiedy skończył, wystrzelił z gabinetu jak torpeda i krzyczał na całe gardło:
– Wszyscy do sali konferencyjnej!!! W tej chwili!!! Uczniów wypuścić do domu, a nauczyciele do mnie!!!
Chwilę później wszystkie państwa siedziały na baczność w sali konferencyjnej. Atmosfera była tak napięta, że nikt się nie odezwał. Sam Ameryka był bardzo pobudzony (w złym znaczeniu tego słowa) i gdyby Anglia nie przyniósł mu powiększonego Happy Meal’a z pobliskiego McDonalda, na pewno Alfred wykorkowałby na miejscu.
Ludwig co róż to spoglądał na zegarek, to na Amerykę:
– Alfredzie, zacznij.
– A więc… – odchrząknął wręcz znerwicowany F. Jones i siorbnął colę na uspokojenie. – Zebrałem was tutaj aby poinformować was, że do naszego liceum przyjedzie… przyjedzie… – Ameryka nie mógł tego z siebie wydobyć. – Bo…
– Kto przyjedzie? – odezwał się Francis z próbą nakłonienia Alfreda do wykrztuszenia tego z siebie.
Ameryka zbladł – co przecież było niespotykane, bo Alfred przecież zawsze był hero.
– Ooo… ona ppp przyjeżdża… Zzz za tydzień…
Przez kolejne 7 dni całe liceum im. Rzymu i Germanii pogrążone było w przygotowaniach do przyjęcia tajemniczego gościa, o którym uczniowie wiedzieli tyle co nic, a Ameryka panicznie się go bał. Czego nie można było powiedzieć o reszcie państw. Feliks i Gilbert w (nie) zgodzie sprawowali piecze nad wszystkimi przygotowywaniami.
– Pruski pawianie, czy mógłbyś skoczyć do monopolowego po jakieś mocniejsze trunki? – zapytał „grzecznie” Polska.
– Już lecę, ciapciaku! – zgodził się prusak i czym prędzej poleciał do Polo Marketu.
– Merde!~ Alfred otwieraj te drzwi! – krzyczał Francis stojąc pod drzwiami gabinetu dyrektora, gdzie zabarykadował się Ameryka.
– Odejdź!
– To otwórz te drzwi! Tosiek ufajdał sztandar pomidorami, muszę go wziąć, żeby wyprać. Musi zdążyć wyschnąć przed oficjalnym powitaniem… – Francja tłukł pięścią w drzwi tak, że tabliczka z napisem „Headmasters” prawie sie odczepiła. – Po za tym jesteś dyrektorem, powitanie gościa to twój obowiązek!
Alfred nie otworzył drzwi ani nie odpowiedział, więc Francis wrócił po chwili z Arthurem. Anglia użył swych magicznych zdolności i z głośnym -Bombarda!- wyrwał drzwi z futryny. Alfred siedział pod biurkiem trzymając w rękach saperkę i zestaw do tępienia nieumarłych.
No i nadszedł wreszcie wyczekiwany przez wszystkich (prócz Ameryki) dzień. Uczniowie dostali wolne popołudnie a nauczyciele wyszli na szkolny dziedziniec zgotować komitet powitalny. Ameryka wyglądał mizernie i resztkami sił opierał się o maszt sztandaru, a na szyi miał srebrny krzyż.
– Nie łam się, Fredziu. Będzie dobrze. – Feliks poklepał przyjaciela po plecach, ale ten zamiast chociażby się uśmiechnąć osunął się na ziemię bez sił i chyba zaczął modlić się pod nosem.
– Następnym razem Rumunia będzie musiał uzgadniać takie rzeczy z nami. – burknął Anglia stając murem za Ameryką, i już chciał dokończyć swoją myśl kiedy nagle na teren liceum wjechało czerwone porsche bez dachu.
Samochód zatrzymał się przed państwami i wysiadła z niego młoda (chodzi o to, że młodo wyglądała) dziewczyna z kruczoczarnymi włosami sięgającymi pasa. Cerę miała idealnie białą a kiedy z ciągnęła okulary przeciw słoneczne wszyscy ujrzeli jej czerwone oczy. Ubrana była na czarno: glany, spodnie rurki, t-shirt z kotem a na szyi wisiały jej cyber gogle z żółtymi szkiełkami.
– Witajcie przyjaciele. – powiedziała a czerwone usta odsłoniły jej bialutkie ząbki i dwa wyostrzone kiełki.
– Transylwania! – wykrzyknął radośnie Gilbert, podbiegł do niej i uwiesił jej się na szyi (Feliks nie był gorszy i uwiesił się z drugiej strony).
– Towarzyszko, witaj w liceum im. imperium Rzymu i Germanii Kol!~ Kol!~ Kol!~ – zakolkował radośnie Iwan wyręczając przy tym dyrektora (który ledwo trzymał się przy życiu) i powitał kuzyneczkę gorącym uściskiem.
– Mój starszy braciszek wszystkich pozdrawia.
Stolica Wampirów podeszła do Ameryki, ale ten zamiast przywitać się jak na człow… państwo przystało, wyciągnął dwa kropidła i skrzyżował je przed sobą ze słowami: „Giń, szatanie!”. Wszyscy patrzeli na tę sytuacje dość nie wyraźnie. Dlaczego Alfred tak panicznie bał się siostrzyczki Rumunii? Cóż, być może dlatego że…
– Zabieraj tego swojego Zmierzcha z moich ziem! – zafukał Ameryka blady na twarzy. – Nie potrzebuję u siebie żadnych Edwardów, ani żadnych Bellów!
– To nie moja wina, że wampiry są na całym świecie. – Bathory skrzywiła usta widząc, że Ameryka nie jest zachwycony jej widokiem – z resztą jak zawsze, bo Alfred nie przepadał za bardzo za nieumarłymi. Można powiedzieć, że się ich bał – i to była jedyna rzecz, której bał się Alfred F. Jones. – Ale niestety będziesz musiał ze mną wytrzymać bo zostaję tutaj na trochę.
Alfred załamał się. Przecież u wampirzycy, która żyje Bóg wie ile już lat, „trochę czasu” oznaczać może kilka porządnych stuleci. Więc kiedy tylko Feliks i Gilbert zabrali Lilith Bathory* na zwiedzanie liceum, on sam popędził co sił w nogach do najbliższego McDonalda odreagować.
*Lilith Bathory, Transylwania, Stolica Wampirów – moja autorska postać Hetaliów. Oczywiście jest wampirem. Nie wiąże z nią zbyt wielkich wątków historycznych, względem innych państw. Jedyne co na razie wiadome jest postrachem Ameryki, którego lęk jest uzasadniony tym, że ostatnio bardzo wiele w Ameryce mówiono o wampirach (m.in. Powstało dużo filmów i książek) i kraj zatłoczył się nimi, co osobiście przeraziło Alfreda i zniechęciło do nieumarłych. Stolica Wampirów odczuwa przyjazne uczucia do wszystkich państw, nawet do Ameryki, który się jej boi. Transylwania odziedziczyła nazwisko po historycznej wampirzycy Elżbiecie Bathory, która wg. legend była, hmm… wampirzycą? (nazwisko Dracula było by zbyt oczywiste), imię Lilith dostała od wampirycznego bóstwa, które piło krew demonów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz