Był to piękny słoneczny dzień wakacji, kiedy to pewna dziewuszka
imieniem NecoMi zwana, wypełzła zaspana ze swojego łóżka, aby w następnej
kolejności paść plackiem na nowiutki dywan. Nadal nie mogła przywyknąć do
klimatu Polski, w końcu osiem miesięcy w słonecznych Włoszech w Axis Powers
Academy robią swoje, nieprawdaż? Jedno było pewne – była z siebie zadowolona,
bo udało jej się ukończyć pierwszą klasę z wyróżnieniem i srebrnym paskiem na
świadectwie.
- Ale tu mięciutko – pomyślała, kiedy jej głowa leżała na puchatym
dywaniku, a reszta ciała spoczywała jeszcze na łóżku – Chyba pośpię jeszcze
godzinkę.
Ziewnęła szeroko. Od pewnego czasu nie wysypiała się, i nawet kawa nie
pomagała jej się dobrze wybudzić, kiedy to każdego ranka sięgała po coraz to
większą ilość kofeiny. Szczerze powiedziawszy to za Chiny Ludowe nie mogła sie
doczekać pierwszego września, kiedy to autobusy wysłane specjalnie przez
Germanię, podjadą pod dom każdego z uczniów i zabiorą go do szkoły znajdującej
się niedaleko Rzymu.
NecoMi pierwsze dwa tygodnie wakacji spędziła w Trzciance, jej rodzinnym
mieście, gdzie spotkała się ze znajomymi z klasy, do której uczęszczała jakiś
miesiąc czy dwa, kiedy to pewnego razu zdecydowała się opuścić Axis Powers.
Nasłuchała się narzekań rodziny na temat tego i owego, aby na kolejne dwa
tygodnie wrócić do domu, niedaleko granicy polsko – niemieckiej. Tegoż dnia
mijał równy miesiąc wakacji, a ona nie dostała ani jednej pocztówki od Tsume i
Usagi. W jej skrzynce pocztowej znalazł się tylko jeden list z Wenecji, od
Feliksa, list z Axis Powers Academy z listą potrzebnych rzeczy do klasy
drugiej, a także kilka widokówek z pozdrowieniami z Berlina, Tokio, Ottawy,
Berna, Moskwy, Wiednia, Budapesztu, Rzymu, Londynu a nawet Paryża. Przez co
uzbierała się spora kupka korespondencji a na wszystko to trzeba było odpisać.
Wtem na głowę NecoMi skoczyło małe futrzaste zwierzątko potocznie zwane
także kotem, w biało – czarne ciapki na całym futerku. Dziewczyna natychmiast
podskoczyła zwalając zwierze ze swojej rudej rozczochranej łepetyny.
- Nikiel! - krzyknęła, a kocur natychmiast schował się pod łóżko, mając
cichą nadzieję, że uniknie odpowiedzialności za swoje czyny i nie zostanie
wyrzucony z pokoju swej właścicielki – Ty! Jak ja cię dorwę, to zobaczysz
gwiazdki wokół swojego łba! - zagroziła.
- Czego się drzesz?! - rzuciła jej młodsza siostra, która ze stoickim
spokojem weszła do pokoju jej i NecoMi, aby zagrać na komputerze w Zombie
Zenka.
- Bo ten kot nie daje mi się wyspać! - odrzekła rudowłosa z nutą
rosyjskiego kołchozy Iwana w głosie.
Blondynka przewróciła oczami, aby po dłuższej chwili ciszy wręczyć
starszej o osiem lat siostrze list z Axis Powers Academy. Neco od razu
otworzyła kopertę i jej zielone oczka zaczęły zgłębiać wiedzę tajemną, którą
zawierał ów list. Kiedy skończyła, uśmiechnęła się szeroko i powiedziała
stanowczo:
- Jak ja uwielbiam Dżardżamela, on to zawsze wie co zrobić!
***
Usagi siedziała znudzona przy rodzinnym stole, pod którym grała na
telefonie w gry różnego rodzaju i maści. Pierwszy miesiąc wakacji minął jej jak
z bicza strzelił, i wcale nie była zadowolona tym faktem, gdyż za trzydzieści
jeden dni miała ponownie rozpocząć się szkoła. Co prawda szkoła do której
uczęszczała, Axis Powers Academy nie była zwyczajną placówką edukacyjną, ale
doskonale wiedziała, że jej dyrektorzy, a co najmniej jeden z nich, a w roli
ścisłości, to ten, który zwany był przez uczniów Dżermanią, nie trawił jej tak
jak ona nie trawiła jego. Jednak mimo wszystko, udało jej się zdać pierwszą
klasę a także nie zostać wywaloną ze szkoły na bójki, które rozpoczynała
zazwyczaj z nijaką Natashą. Jedyną osobą, z którą mogła mierzyć się siłą był
nijaki Rosjanin imieniem Iwan zwany przez wrogów, znajomych a przez przyjaciół
pieszczotliwie Wania.
Brunetka obrzuciła srogim spojrzeniem swojego starszego brata Orfeasa,
który w poszukiwaniu czegoś do jedzenie, zszedł na dół do kuchni. Facet
otworzył lodówkę i zaczął zastanawiać się nad swą przyszłą przekąską, kiedy
nagle jego młodsza siostrzyczka odezwała się:
- Wiesz, że 70% osób otwiera lodówkę tylko po to aby pomyśleć i się
ochłodzić, a te pozostałe 30%, aby coś zjeść?
Orfeas spojrzał na nią z wielkim znakiem zapytania na twarzy, po czym
chwycił pierwszy lepszy jogurt truskawkowy znajdujący się w lodówce i zaczął go
konsumować. W kuchni, między rodzeństwem nastała długa chwila ciszy, którą co
jakiś czas zakłócało tylko szczekanie psa. Usagi z szeroko otwartymi, tęczowymi
oczami wpatrywała się w brata, który po jakimś czasie poczuł się strasznie nie
komfortowo.
- Mam coś na twarzy, że się tak na mnie ciągle patrzysz? - zapytał w
końcu, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi jego siostrze. Brunetka
pokręciła przecząco głową – To co w takim razie jest nie tak?
No i ponownie rodzeństwo pogrążyło się w ciszy, nie spuszczając z siebie
wzroku. Nie wiedzieć w jaki sposób, w dłoni Usagi pojawiło się czerwona jabłko,
które w ciągu dziesięciu długich minut zostało bardzo powoli pochłonięte przez
tęczowooką shinigami.
- Proszę cię, przestań się tak na mnie patrzeć – wydukał w końcu Orfeas
i skierował się w stronę drzwi.
- Khem, khem – odchrząknęła dziewczyna, a jej brat zatrzymał się jeszcze
na moment – Czy ty przypadkiem nie miałeś mi czegoś przekazać?
Orfeas zamrugał szybko oczami, aby pacnąć się w głowę i zacząć szukać
czegoś w swoich kieszeniach. Kiedy już znalazł to co chciał, a była to biała
koperta, zaadresowana do Usagi, wręczył ją siostrze i jak najszybciej oddalił
się z miejsca zbrodni. Brunetka rozpieczętowała korespondencję i zaczęła powoli
czytać, bo po co się spieszyć skoro był to list z Axis Powers Academy, a
bynajmniej do powrotu ze szkoły jej się wcale nie spieszyło.
- Że co to ma być?! - wrzasnęła kiedy przeczytała cały list, a Orfeas w
sąsiednim pokoju spadł z krzesła, taki to głos miała jego siostra, kiedy się
wkurzy.
***
Chłodny wiaterek z północy błądził między drzewami fińskiej tajgi, raz
po raz kołysząc ich wierzchołkami. Niedaleko małej, zazielenionej polany,
płynął spokojnie mały strumyk. Tak czysty, że można było dojrzeć jego dno i to
jak przemierza go ławica tuńczyków. Na kolejnym planie, gdzie zieleniło się
nadzwyczaj zielono, stało małe stadko reniferów, które wolno mieliły pyskami,
miętoląc trawę. Powietrze było czyste, idealne. Wszystko było idealne i takie
ciche.
- Wspaniale – Tsume nabrała w płuca świeżego powietrza, którego tutaj
nie brakowało.
Obok tej zacnej, tolkienowskiej postaci siedział mały jenot, również po
turecku z przednimi łapkami, na swoich jakby kolanach, w których trzymał
buddyjski różaniec i wymrukiwał mantrę.
- Om ani padme hum~
Pan Olo, zaraz po powrocie do Łodzi, swojego rodzinnego miasta i
spędzeniu pięknych trzech tygodni z rodziną i czasie spędzonym na sklejaniu
filmików z Axis Powers Academy, wybrał się wraz ze swoim pupilem Voltim w
podróż, aby zaszyć się gdzieś w fińskiej tajdze i wyciszyć się, odpocząć, a
także odciąć się od świata, który wciąż pędził na przód, nie zapominając o
wymyśleniu tysiąca sposobów na zabicie Francisa, po powrocie do szkoły. Musiała
jeszcze znaleźć swojego Ojca Chrzestnego, Alucarda, który przepadł jak kamień w
wodę tamtego feralnego dnia, kiedy Gniewni, Usagi, Feliks i ona stawili czoła
Bastet. Nie miała zielonego pojęcia gdzie mógł podziewać się wampir opiekun
rodziny Hellsimg, ale jednego była pewna, musi go znaleźć przed zakończeniem
wakacji.
Tsume, pierwszą klasę w Axis Powers Academy ukończyła nie tylko z
wyróżnieniem ale także ze złotym paskiem na świadectwie, z czego była bardzo
dumna, tym bardziej, że była święcie przekonana, że z Literatury nie dostanie
wyższej oceny jak 7. A jednak Germania przemógł się i postawił jej 9.
- Wiesz, Volti – powiedziała, a jenot spojrzał w jej stronę przerywając
swoją tybetańską medytację – Myślę, że najlepszym sposobem na pozbycie się tej
francy z naszej szkoły będzie nasłanie na niego całej chmary człegożernej
szarańczy a jeśli to w jakiś sposób nam nie wyjdzie po prostu wrzuci mu się coś
do jego francuskiego żarełka. Jak padnie to już nie wstanie.
Jenot uśmiechnął w swój jenoci sposób dając do zrozumienia swojej
właścicielce, że ten pomysł jak najbardziej mu odpowiada. I zapewne oboje
wróciliby do dalszej medytacji, gdyby nagle coś nie przeleciało im nad głowami
tak szybko, że wiatr, który wraz ze sobą przywiało, w bardzo szybki i trochę
bolesny sposób, spali oni z kamieni na których poddawali się medytacją. Pan Olo
ujrzał nad sobą piękne niebieskie niebo a także sowę, która leciała wprost na
nią nawet nie zwalniając. I zapewne gdyby blondynka nie prze kulnęła się w
ostatniej chwili na bok, ostry dziób ptaka miałby niemiłe spotkanie z jej
brzuszkiem.
- Osz cholera, co to jest – stwierdziła lekko przerażona patrząc jak
sowa, wpół wbita w ziemię, desperacko przebiera łapkami, do których ma
przywiązaną kopertę.
Dziewczyna zamiast zająć się biednym ptakiem, pierwsze co zrobiła to
chwyciła za kopertę i rozdzierając ją niczym na prawdziwego hobbita przystało,
zaczęła szybko czytać list, albowiem była to jakaś informacja z Axis Powers
Academy. Volti natomiast pochwyciwszy za łapki sowy, zaczął z całej siły
ciągnąć ptaka, w celu wyciągnięcia jej z ziemi, w która z wielkim impetem się
wbiła.
- Hum hum – podrapała się po głowie wielce zaskoczona – Nie sądziłam, że
nasz kochany Fritz potrafi aż tak się dla nas poświęcić i zmarnować sobie
połowę wakacji – tutaj zwróciła się do jenota, który nadal próbował wyciągnąć
sowę, z jej pułapki – Volti, czas ruszać.
***
NecoMi stała z walizką podróżną na przystanku autobusowym, który
znajdował się na skrzyżowaniu dróż prowadzących na Lubsko lub Gubin. Z wielką
niecierpliwością wyczekiwała pojazdy, który miał po nią przyjechać. Była
ciekawa jak jej przyjaciele zareagują na jej lekko zmieniony styl: czerwona
flanelowa koszula, krótkie niebieskie spodnie, czerwone conversy i włosy ala
Feliks, tyle że rude. Już nie mogła się doczekać, a kiedy na horyzoncie ukazał
się ten bus na włoskich rejestracjach, poderwała się z ławki. A kiedy i drzwi
od tego zacnego autokaru otworzyły się i bagaż został schowany, NecoMi nie
zważając na kierowce o zielonej czuprynie i wielkich oczach, zwanego imieniem
Ferb, przywitała się ze znajomymi i usiadła obok blondwłosej dziewuszki, która
trzymała na swoich kolanach małego futrzatego jenota von Voltaire Behemot Pan
Olo Junior.
- Kope lat, stary – uśmiechnęła się Tsume, witając się z przyjaciółką.
- Da, da – Neco pokiwała głową – A gdzie Usagi? I kto właściwie jeszcze
jedzie?
- Usagi zaszyła się gdzieś na tyle z Iwanem – Pan Olo przeżuwał kawałek
tuńczyka z puszki – W zasadzie to jest nas tylko czterech w autobusie, teraz
jedziemy w stronę morza aby zgarnąć Berwalda i Tino, później na zachód po
Gilberta i Francisa – ostatnie imie przeszło jej przez gardło z głośnym
warknięciem – A później to chyba jeszcze po drodze po Arthura i to wszystko.
- Gilbert i Francis? Serio? No cóż, to nie ja kompletowała ten skład –
stwierdziła rudowłosa i z wielką chęcią poczęstowała się Mikado.
Czas w podróży mijał i mijał, a choroba lokomocyjna NecoMi o dziwo nie
dawała o sobie znać. Kiedy autobus dojechał do morza Bałtyckiego, Szwed Berwald
i Finlandczyk Tino już tam czekali z walizkami, gotowi do drogi. W bardzo
szybkim tempie pojazd toczył się wesoło po niemieckich drogach, które w
przeciwieństwie do polskich nie posiadały tylu dziur i wybojów. Kiedy wycieczka
zgarnęła Gilberta niedaleko Berlina, w autobusie nie było już tak cicho jak
wcześniej. Albowiem albinos z żółtym kurem na głowie, którego swą Dumą zwał,
zapuścił na cały regulator muzykę ze swojego telefonu.
- Tsume, a co to jest? - zapytała przerażona Neco, kiedy podczas tego
jak Pan Olo penetrował naj ciemniejsze odmęty swego plecaka w poszukiwania
tuńczyka, rudowłosa dostrzegła, że jej tolkienowska przyjaciółka wzięła ze sobą
kij do basebolla.
- A to – posiadaczka Jedynego Pierścienia, który dumnie dyndał jej na
szyi, spojrzała od niechcenia na swój nowy nabytek i stwierdziła od tak – To
jest Gertruda, moja broń na tę francę.
- A – aha.
A kiedy i przed chwilą wspomniany osobnik, płci męskiej, pochodzenia
Napoleońskiego, wsiadł do autobusu, obrzucony morderczym spojrzeniem Pana Olo,
usadowił się za Gilbertem w nadziei, że prusak zdoła zasłonić go, przed
blondynką. Tak, bał się jej i to już nie na żarty.
Cała podróż trwała 47 godzin, aby w ostateczności autokar zajechał na
przystanek niedaleko portu na Wyspach Brytyjskich. Na ów małym przystanku stało
dwóch młodych chłopaków w wieku nie starszych niż 18 lat. Jeden wzbogacony w
parę zaistych angielskich brwi i drugi dziwnie zacieszający i jednocześnie
pałaszujący hamburgera z pobliskiego McDonalda. Obok nich, z facepalm'em na
twarzy stał blondwłosy mężczyzna w okularach, z czystej germańskiej krwi, a
zarazem dyrektor Axis Powers Academy, ubrany w hawajską koszulę ala Wojciech
Cejrowski.
- Bry, panie dyrektorze – przywitali się uczniowie, a Usagi wymieniła z
Legolasem spojrzenie przypominające te, które Tsume zazwyczaj puszczała w
stronę Francisa.
- Widzę, że już wszyscy są – stwierdził Dżermania i poleciwszy
wychowanką zabranie bagaży, zaprowadził ich do portu głównego, gdzie zacumowana
była dość spora łódź, z wielkim napisem „bakłażan w sosie” na burcie.
Bagaże natychmiast zostały spakowane przez majtków, którymi były Topik i
Topcia, z doliny muminków. Germania jeszcze chyba ze cztery razy sprawdził
obecność i wreszcie mała grupka uczniów Axis Powers Academy, którzy zostali wyróżnieni
za... w sumie to nie wiadomo co, wsiadła na pokład. Statek odbił od brzegu.
Rejs po Atlantyku zapowiadał się być dobrym spędzeniem wakacyjnego czasu, który
im jeszcze został. A Tsume... Tsume mogła do swojego plany uśmiercenia
Bonnefoy'a dodać utopienie, i to w taki sposób, aby wyglądało to na wypadek.
Na pożegnanie im, przy autobusie, który przywiózł tu większość uczniów,
stał Ferb i machał z całych sił, aby na końcu stwierdzić:
- A gdzie jest Pepe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz