Muzyka

wtorek, 31 grudnia 2013

Axis Powers Holiday

Wraz z nowym rokiem, postanowiłam, że trzeba coś zmienić, może nie tak wiele, ale jednak. Tako też w chwili obecnej przedstawiam państwu Axis Powers Holiday, gdzie Tsume, Usagi i NecoMi, po ukończeniu pierwszej klasy wybierają się na wakacje :D


       Był to piękny słoneczny dzień wakacji, kiedy to pewna dziewuszka imieniem NecoMi zwana, wypełzła zaspana ze swojego łóżka, aby w następnej kolejności paść plackiem na nowiutki dywan. Nadal nie mogła przywyknąć do klimatu Polski, w końcu osiem miesięcy w słonecznych Włoszech w Axis Powers Academy robią swoje, nieprawdaż? Jedno było pewne – była z siebie zadowolona, bo udało jej się ukończyć pierwszą klasę z wyróżnieniem i srebrnym paskiem na świadectwie.

     - Ale tu mięciutko – pomyślała, kiedy jej głowa leżała na puchatym dywaniku, a reszta ciała spoczywała jeszcze na łóżku – Chyba pośpię jeszcze godzinkę.

     Ziewnęła szeroko. Od pewnego czasu nie wysypiała się, i nawet kawa nie pomagała jej się dobrze wybudzić, kiedy to każdego ranka sięgała po coraz to większą ilość kofeiny. Szczerze powiedziawszy to za Chiny Ludowe nie mogła sie doczekać pierwszego września, kiedy to autobusy wysłane specjalnie przez Germanię, podjadą pod dom każdego z uczniów i zabiorą go do szkoły znajdującej się niedaleko Rzymu.

     NecoMi pierwsze dwa tygodnie wakacji spędziła w Trzciance, jej rodzinnym mieście, gdzie spotkała się ze znajomymi z klasy, do której uczęszczała jakiś miesiąc czy dwa, kiedy to pewnego razu zdecydowała się opuścić Axis Powers. Nasłuchała się narzekań rodziny na temat tego i owego, aby na kolejne dwa tygodnie wrócić do domu, niedaleko granicy polsko – niemieckiej. Tegoż dnia mijał równy miesiąc wakacji, a ona nie dostała ani jednej pocztówki od Tsume i Usagi. W jej skrzynce pocztowej znalazł się tylko jeden list z Wenecji, od Feliksa, list z Axis Powers Academy z listą potrzebnych rzeczy do klasy drugiej, a także kilka widokówek z pozdrowieniami z Berlina, Tokio, Ottawy, Berna, Moskwy, Wiednia, Budapesztu, Rzymu, Londynu a nawet Paryża. Przez co uzbierała się spora kupka korespondencji a na wszystko to trzeba było odpisać.

     Wtem na głowę NecoMi skoczyło małe futrzaste zwierzątko potocznie zwane także kotem, w biało – czarne ciapki na całym futerku. Dziewczyna natychmiast podskoczyła zwalając zwierze ze swojej rudej rozczochranej łepetyny.

     - Nikiel! - krzyknęła, a kocur natychmiast schował się pod łóżko, mając cichą nadzieję, że uniknie odpowiedzialności za swoje czyny i nie zostanie wyrzucony z pokoju swej właścicielki – Ty! Jak ja cię dorwę, to zobaczysz gwiazdki wokół swojego łba! - zagroziła.

     - Czego się drzesz?! - rzuciła jej młodsza siostra, która ze stoickim spokojem weszła do pokoju jej i NecoMi, aby zagrać na komputerze w Zombie Zenka.

     - Bo ten kot nie daje mi się wyspać! - odrzekła rudowłosa z nutą rosyjskiego kołchozy Iwana w głosie.

     Blondynka przewróciła oczami, aby po dłuższej chwili ciszy wręczyć starszej o osiem lat siostrze list z Axis Powers Academy. Neco od razu otworzyła kopertę i jej zielone oczka zaczęły zgłębiać wiedzę tajemną, którą zawierał ów list. Kiedy skończyła, uśmiechnęła się szeroko i powiedziała stanowczo:

     - Jak ja uwielbiam Dżardżamela, on to zawsze wie co zrobić!


***

     Usagi siedziała znudzona przy rodzinnym stole, pod którym grała na telefonie w gry różnego rodzaju i maści. Pierwszy miesiąc wakacji minął jej jak z bicza strzelił, i wcale nie była zadowolona tym faktem, gdyż za trzydzieści jeden dni miała ponownie rozpocząć się szkoła. Co prawda szkoła do której uczęszczała, Axis Powers Academy nie była zwyczajną placówką edukacyjną, ale doskonale wiedziała, że jej dyrektorzy, a co najmniej jeden z nich, a w roli ścisłości, to ten, który zwany był przez uczniów Dżermanią, nie trawił jej tak jak ona nie trawiła jego. Jednak mimo wszystko, udało jej się zdać pierwszą klasę a także nie zostać wywaloną ze szkoły na bójki, które rozpoczynała zazwyczaj z nijaką Natashą. Jedyną osobą, z którą mogła mierzyć się siłą był nijaki Rosjanin imieniem Iwan zwany przez wrogów, znajomych a przez przyjaciół pieszczotliwie Wania.

     Brunetka obrzuciła srogim spojrzeniem swojego starszego brata Orfeasa, który w poszukiwaniu czegoś do jedzenie, zszedł na dół do kuchni. Facet otworzył lodówkę i zaczął zastanawiać się nad swą przyszłą przekąską, kiedy nagle jego młodsza siostrzyczka odezwała się:

     - Wiesz, że 70% osób otwiera lodówkę tylko po to aby pomyśleć i się ochłodzić, a te pozostałe 30%, aby coś zjeść?

     Orfeas spojrzał na nią z wielkim znakiem zapytania na twarzy, po czym chwycił pierwszy lepszy jogurt truskawkowy znajdujący się w lodówce i zaczął go konsumować. W kuchni, między rodzeństwem nastała długa chwila ciszy, którą co jakiś czas zakłócało tylko szczekanie psa. Usagi z szeroko otwartymi, tęczowymi oczami wpatrywała się w brata, który po jakimś czasie poczuł się strasznie nie komfortowo.

     - Mam coś na twarzy, że się tak na mnie ciągle patrzysz? - zapytał w końcu, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi jego siostrze. Brunetka pokręciła przecząco głową – To co w takim razie jest nie tak?

     No i ponownie rodzeństwo pogrążyło się w ciszy, nie spuszczając z siebie wzroku. Nie wiedzieć w jaki sposób, w dłoni Usagi pojawiło się czerwona jabłko, które w ciągu dziesięciu długich minut zostało bardzo powoli pochłonięte przez tęczowooką shinigami.

     - Proszę cię, przestań się tak na mnie patrzeć – wydukał w końcu Orfeas i skierował się w stronę drzwi.

     - Khem, khem – odchrząknęła dziewczyna, a jej brat zatrzymał się jeszcze na moment – Czy ty przypadkiem nie miałeś mi czegoś przekazać?

     Orfeas zamrugał szybko oczami, aby pacnąć się w głowę i zacząć szukać czegoś w swoich kieszeniach. Kiedy już znalazł to co chciał, a była to biała koperta, zaadresowana do Usagi, wręczył ją siostrze i jak najszybciej oddalił się z miejsca zbrodni. Brunetka rozpieczętowała korespondencję i zaczęła powoli czytać, bo po co się spieszyć skoro był to list z Axis Powers Academy, a bynajmniej do powrotu ze szkoły jej się wcale nie spieszyło.

     - Że co to ma być?! - wrzasnęła kiedy przeczytała cały list, a Orfeas w sąsiednim pokoju spadł z krzesła, taki to głos miała jego siostra, kiedy się wkurzy.

***

     Chłodny wiaterek z północy błądził między drzewami fińskiej tajgi, raz po raz kołysząc ich wierzchołkami. Niedaleko małej, zazielenionej polany, płynął spokojnie mały strumyk. Tak czysty, że można było dojrzeć jego dno i to jak przemierza go ławica tuńczyków. Na kolejnym planie, gdzie zieleniło się nadzwyczaj zielono, stało małe stadko reniferów, które wolno mieliły pyskami, miętoląc trawę. Powietrze było czyste, idealne. Wszystko było idealne i takie ciche.

     - Wspaniale – Tsume nabrała w płuca świeżego powietrza, którego tutaj nie brakowało.

     Obok tej zacnej, tolkienowskiej postaci siedział mały jenot, również po turecku z przednimi łapkami, na swoich jakby kolanach, w których trzymał buddyjski różaniec i wymrukiwał mantrę.

     - Om ani padme hum~

     Pan Olo, zaraz po powrocie do Łodzi, swojego rodzinnego miasta i spędzeniu pięknych trzech tygodni z rodziną i czasie spędzonym na sklejaniu filmików z Axis Powers Academy, wybrał się wraz ze swoim pupilem Voltim w podróż, aby zaszyć się gdzieś w fińskiej tajdze i wyciszyć się, odpocząć, a także odciąć się od świata, który wciąż pędził na przód, nie zapominając o wymyśleniu tysiąca sposobów na zabicie Francisa, po powrocie do szkoły. Musiała jeszcze znaleźć swojego Ojca Chrzestnego, Alucarda, który przepadł jak kamień w wodę tamtego feralnego dnia, kiedy Gniewni, Usagi, Feliks i ona stawili czoła Bastet. Nie miała zielonego pojęcia gdzie mógł podziewać się wampir opiekun rodziny Hellsimg, ale jednego była pewna, musi go znaleźć przed zakończeniem wakacji.

     Tsume, pierwszą klasę w Axis Powers Academy ukończyła nie tylko z wyróżnieniem ale także ze złotym paskiem na świadectwie, z czego była bardzo dumna, tym bardziej, że była święcie przekonana, że z Literatury nie dostanie wyższej oceny jak 7. A jednak Germania przemógł się i postawił jej 9.

     - Wiesz, Volti – powiedziała, a jenot spojrzał w jej stronę przerywając swoją tybetańską medytację – Myślę, że najlepszym sposobem na pozbycie się tej francy z naszej szkoły będzie nasłanie na niego całej chmary człegożernej szarańczy a jeśli to w jakiś sposób nam nie wyjdzie po prostu wrzuci mu się coś do jego francuskiego żarełka. Jak padnie to już nie wstanie.

     Jenot uśmiechnął w swój jenoci sposób dając do zrozumienia swojej właścicielce, że ten pomysł jak najbardziej mu odpowiada. I zapewne oboje wróciliby do dalszej medytacji, gdyby nagle coś nie przeleciało im nad głowami tak szybko, że wiatr, który wraz ze sobą przywiało, w bardzo szybki i trochę bolesny sposób, spali oni z kamieni na których poddawali się medytacją. Pan Olo ujrzał nad sobą piękne niebieskie niebo a także sowę, która leciała wprost na nią nawet nie zwalniając. I zapewne gdyby blondynka nie prze kulnęła się w ostatniej chwili na bok, ostry dziób ptaka miałby niemiłe spotkanie z jej brzuszkiem.

     - Osz cholera, co to jest – stwierdziła lekko przerażona patrząc jak sowa, wpół wbita w ziemię, desperacko przebiera łapkami, do których ma przywiązaną kopertę.

     Dziewczyna zamiast zająć się biednym ptakiem, pierwsze co zrobiła to chwyciła za kopertę i rozdzierając ją niczym na prawdziwego hobbita przystało, zaczęła szybko czytać list, albowiem była to jakaś informacja z Axis Powers Academy. Volti natomiast pochwyciwszy za łapki sowy, zaczął z całej siły ciągnąć ptaka, w celu wyciągnięcia jej z ziemi, w która z wielkim impetem się wbiła.

     - Hum hum – podrapała się po głowie wielce zaskoczona – Nie sądziłam, że nasz kochany Fritz potrafi aż tak się dla nas poświęcić i zmarnować sobie połowę wakacji – tutaj zwróciła się do jenota, który nadal próbował wyciągnąć sowę, z jej pułapki – Volti, czas ruszać.

    
***

     NecoMi stała z walizką podróżną na przystanku autobusowym, który znajdował się na skrzyżowaniu dróż prowadzących na Lubsko lub Gubin. Z wielką niecierpliwością wyczekiwała pojazdy, który miał po nią przyjechać. Była ciekawa jak jej przyjaciele zareagują na jej lekko zmieniony styl: czerwona flanelowa koszula, krótkie niebieskie spodnie, czerwone conversy i włosy ala Feliks, tyle że rude. Już nie mogła się doczekać, a kiedy na horyzoncie ukazał się ten bus na włoskich rejestracjach, poderwała się z ławki. A kiedy i drzwi od tego zacnego autokaru otworzyły się i bagaż został schowany, NecoMi nie zważając na kierowce o zielonej czuprynie i wielkich oczach, zwanego imieniem Ferb, przywitała się ze znajomymi i usiadła obok blondwłosej dziewuszki, która trzymała na swoich kolanach małego futrzatego jenota von Voltaire Behemot Pan Olo Junior.

     - Kope lat, stary – uśmiechnęła się Tsume, witając się z przyjaciółką.

     - Da, da – Neco pokiwała głową – A gdzie Usagi? I kto właściwie jeszcze jedzie?

     - Usagi zaszyła się gdzieś na tyle z Iwanem – Pan Olo przeżuwał kawałek tuńczyka z puszki – W zasadzie to jest nas tylko czterech w autobusie, teraz jedziemy w stronę morza aby zgarnąć Berwalda i Tino, później na zachód po Gilberta i Francisa – ostatnie imie przeszło jej przez gardło z głośnym warknięciem – A później to chyba jeszcze po drodze po Arthura i to wszystko.

     - Gilbert i Francis? Serio? No cóż, to nie ja kompletowała ten skład – stwierdziła rudowłosa i z wielką chęcią poczęstowała się Mikado.

     Czas w podróży mijał i mijał, a choroba lokomocyjna NecoMi o dziwo nie dawała o sobie znać. Kiedy autobus dojechał do morza Bałtyckiego, Szwed Berwald i Finlandczyk Tino już tam czekali z walizkami, gotowi do drogi. W bardzo szybkim tempie pojazd toczył się wesoło po niemieckich drogach, które w przeciwieństwie do polskich nie posiadały tylu dziur i wybojów. Kiedy wycieczka zgarnęła Gilberta niedaleko Berlina, w autobusie nie było już tak cicho jak wcześniej. Albowiem albinos z żółtym kurem na głowie, którego swą Dumą zwał, zapuścił na cały regulator muzykę ze swojego telefonu.

     - Tsume, a co to jest? - zapytała przerażona Neco, kiedy podczas tego jak Pan Olo penetrował naj ciemniejsze odmęty swego plecaka w poszukiwania tuńczyka, rudowłosa dostrzegła, że jej tolkienowska przyjaciółka wzięła ze sobą kij do basebolla.

     - A to – posiadaczka Jedynego Pierścienia, który dumnie dyndał jej na szyi, spojrzała od niechcenia na swój nowy nabytek i stwierdziła od tak – To jest Gertruda, moja broń na tę francę.

     - A – aha.

     A kiedy i przed chwilą wspomniany osobnik, płci męskiej, pochodzenia Napoleońskiego, wsiadł do autobusu, obrzucony morderczym spojrzeniem Pana Olo, usadowił się za Gilbertem w nadziei, że prusak zdoła zasłonić go, przed blondynką. Tak, bał się jej i to już nie na żarty.

     Cała podróż trwała 47 godzin, aby w ostateczności autokar zajechał na przystanek niedaleko portu na Wyspach Brytyjskich. Na ów małym przystanku stało dwóch młodych chłopaków w wieku nie starszych niż 18 lat. Jeden wzbogacony w parę zaistych angielskich brwi i drugi dziwnie zacieszający i jednocześnie pałaszujący hamburgera z pobliskiego McDonalda. Obok nich, z facepalm'em na twarzy stał blondwłosy mężczyzna w okularach, z czystej germańskiej krwi, a zarazem dyrektor Axis Powers Academy, ubrany w hawajską koszulę ala Wojciech Cejrowski.

     - Bry, panie dyrektorze – przywitali się uczniowie, a Usagi wymieniła z Legolasem spojrzenie przypominające te, które Tsume zazwyczaj puszczała w stronę Francisa.

     - Widzę, że już wszyscy są – stwierdził Dżermania i poleciwszy wychowanką zabranie bagaży, zaprowadził ich do portu głównego, gdzie zacumowana była dość spora łódź, z wielkim napisem „bakłażan w sosie” na burcie.

     Bagaże natychmiast zostały spakowane przez majtków, którymi były Topik i Topcia, z doliny muminków. Germania jeszcze chyba ze cztery razy sprawdził obecność i wreszcie mała grupka uczniów Axis Powers Academy, którzy zostali wyróżnieni za... w sumie to nie wiadomo co, wsiadła na pokład. Statek odbił od brzegu. Rejs po Atlantyku zapowiadał się być dobrym spędzeniem wakacyjnego czasu, który im jeszcze został. A Tsume... Tsume mogła do swojego plany uśmiercenia Bonnefoy'a dodać utopienie, i to w taki sposób, aby wyglądało to na wypadek.

     Na pożegnanie im, przy autobusie, który przywiózł tu większość uczniów, stał Ferb i machał z całych sił, aby na końcu stwierdzić:


     - A gdzie jest Pepe?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz